Strategie

Forum historyczno-wargamingowe
Teraz jest poniedziałek, 21 maja 2018, 16:49

Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 5 ] 
Autor Wiadomość
 Tytuł: Bitwa pod Verdun
PostNapisane: niedziela, 21 lutego 2016, 21:35 
Staff Sergeant
Avatar użytkownika

Dołączył(a): piątek, 30 listopada 2012, 16:52
Posty: 228
Lokalizacja: Warszawa/Loos
Dziś mija 100 lat od rozpoczęcia bitwa pod Verdun, zatem krótki: lest we forget!

https://www.youtube.com/watch?v=Bj3n02CQJiU

_________________
"Gassed last night, and gassed the night before
Going to get gassed tonight;
If we never get gassed anymore.
When we're gassed, were sick as we can be
For Phosgene and Mustard Gas is much too much for me."


Ostatnio edytowano poniedziałek, 22 lutego 2016, 17:22 przez Zaklinacz Kostek, łącznie edytowano 1 raz

Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Bitwa pod Verdun
PostNapisane: poniedziałek, 22 lutego 2016, 02:15 
Adjoint
Avatar użytkownika

Dołączył(a): środa, 23 września 2015, 18:06
Posty: 751
Lokalizacja: Warszawa, Warszawa Warszawa
Dodam, że do nowego numeru czasopisma "Mówią wieki" dołączana jest monografia bitwy pióra J.Centka. Wydawnictwo - rzecz jasna - Bellona.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Bitwa pod Verdun
PostNapisane: czwartek, 3 marca 2016, 22:01 
General
Avatar użytkownika

Dołączył(a): wtorek, 25 kwietnia 2006, 08:30
Posty: 5622
Lokalizacja: Warszawa
http://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-oneci ... iej/7mzx95

Cytuj:
Nawałnica żelaza, ogień piekielny, maszynka do mięsa – tak mówili o bitwie pod Verdun ci, którzy wzięli w niej udział. Ziemia spłynęła krwią kilkuset tysięcy żołnierzy. Pozostałości wojennego szaleństwa oddaje w tamtym miejscu do dziś.

120 tys. hektarów – tyle terenów na północy i wschodzie kraju zostało zdewastowanych w Wielkiej Wojnie. W zależności od skali zniszczeń zaznaczono je na mapie kolorami: te, które nie nadawały się do ponownego zamieszkania ani uprawy ziemi, francuskie władze określiły jako Zone Rouge (czerwona strefa).

Część tych ziem tuż po wojnie państwo znacjonalizowało ustawą, odkupując je od dawnych właścicieli. Z biegiem lat rozminowywano ziemię, odbudowywano wsie i miasteczka, grzebano ludzkie szczątki, naprawiano infrastrukturę. Czerwona strefa się zwężała.

Gdzieniegdzie wojenne zniszczenia sięgały tak głęboko, że nie próbowano ich usuwać. Setki hektarów oddano pod władzę przyrody – ale też: ogrodzono i zawieszono ostrzegawcze tablice. Bo najbardziej niebezpieczne są do dziś nie te pozostałości wojny, które widać – znacznie groźniejsze bywa to, co ziemia ciągle kryje.

Jednym z takich miejsc są okolice Verdun – tam, gdzie sto lat temu rozpoczęła się jedna z najkrwawszych bitew w dziejach świata.
Ostrzał, jakiego historia nie widziała

21 lutego 1916 roku Niemcy uderzyli na aliantów, gdy ci dopiero szykowali się do własnej ofensywy, zaplanowanej na lato. Na miejsce zaplanowanego przełamania frontu gen. Erich von Falkenhayn – szef sztabu kaiserowskiej armii – wybrał miasteczko–twierdzę Verdun. Powody nie były tylko strategiczne (dostęp do ważnych terenów przemysłowych i rolniczych, a w dalszej kolejności droga na Paryż), ale też symboliczne: to tu pruskie wojska zadały Francuzom druzgocący cios w 1870 roku.

W drugim roku Wielkiej Wojny rejon Verdun to cały labirynt umocnień: kilkadziesiąt mniejszych i większych fortów, a pomiędzy nimi schrony, gniazda karabinów maszynowych i zasieki – wszystko to Francuzi przez lata "wkuwali" w pagórkowaty teren porośnięty lasem i poprzecinany dolinkami. Niemcy przez całą zimę potajemnie ściągali w rejon planowanego natarcia działa, w tym wielkokalibrowe haubice, i amunicję.

Rankiem 21 lutego ponad tysiąc luf zostało skierowanych w kierunku francuskich pozycji. Zaczęła się operacja "Sąd".

Nawała artyleryjska, jakiej historia wojen dotąd nie widziała, trwała dziewięć godzin. Co trzy sekundy na niewielkim skrawku frontu eksplodował pocisk. Ogień masakrował Francuzów, po czym do walki ruszyło 140 tys. niemieckich piechurów. "Dziesiątkujemy pierwszą falę. Ziemia jest usłana ciałami, ale druga fala ciągle naciera" – to wspomnienie francuskiego żołnierza. Niemcy w parę dni zdołali zająć ważny fort Douaumont, ale w końcu zaczęli sobie łamać zęby na francuskich umocnieniach – sami z kolei, pozbawieni osłony, zaczęli być dziesiątkowani przez ostrzał ciężkich dział przeciwnika.

Generał Pétain, który staje na czele francuskich obrońców, wzywa do obrony "moralnego przedmurza" kraju. Falkenhayn określa Verdun jako "kowadło, na którym niemiecki młot będzie kuł żywe ciała francuskiej młodzieży". Ale za patriotycznymi uniesieniami dowódców stoi to, co zwykli żołnierze będą potem nazywać piekłem Verdun, młynem do mielenia ludzi czy rzeźnią. Jeśli przeżyją.
Młyn, który zagarnął 700 tysięcy ludzi

Tracą życie od kul karabinowych, min i granatów. Na polu walki pojawiają się też po raz pierwszy miotacze ognia i "zielony krzyż" – fosgen (gaz bojowy).

Ale przede wszystkim po obu stronach frontu całe bataliony "mięsa armatniego" miele artyleria – wielu żołnierzy ginie lub na długo trafia do lazaretów, niezobaczywszy nawet wroga na oczy. Zwykłym widokiem stają się nie tyle rany i śmierć, ile kawałki ciał fruwające w powietrzu czy fontanny ziemi, krwi i wnętrzności. Trupy, woń śmierci, biegające po martwych ciałach szczury – to codzienność.

Falkenhayn miesiącami liczy na to, że pod Verdun jego wojska wykrwawią francuską "armię jedynaków". Młyn Verdun w ciągu 10 miesięcy walk zagarnie 700 tys. zabitych, rannych i zaginionych po obu stronach. "Ludzkość jest szalona. Musi być szalona, aby robić coś takiego. Piekło temu nie dorówna" – zanotował w dzienniku któryś z francuskich oficerów, nim zginął podczas jednego z setek ostrzałów.

Linia frontu niemal się nie przesuwa. Okoliczne wsie, coraz bardziej zrujnowane, przechodzą z rąk do rąk po kilkanaście razy. Z każdym tygodniem krajobraz pod Verdun zmienia się w błoto pełne lejów po eksplozjach. Tam, gdzie rósł las, wystają tylko z gruntu kikuty drzew.

Choć na zachodnim froncie Wielkiej Wojny alianci stoczą jeszcze szereg krwawych bitew, ta pozostanie symbolem – z jednej strony heroicznej obrony, z drugiej: bezsensownej rzezi. Nie da się pojąć antywojennej traumy, z której nie zdołało potem wytrącić Francuzów nawet hitlerowskie zagrożenie, jeśli się nie bierze pod uwagę Verdun.
Ludzie się jednają, ziemia pamięta

Z upływem lat na skrwawionej lotaryńskiej ziemi zwaśnione narody próbowały leczyć wspólne rany.

Symboliczna była decyzja, aby szczątki nierozpoznanych żołnierzy obu walczących armii złożyć we wspólnej kostnicy. Te czaszki i piszczele można dziś zobaczyć przez małe okienka w ścianach potężnego ossuarium Douaumont (budynek ma ponad 130 m długości i wieżę wysoką na ponad 40).

Tuż obok powstał narodowy cmentarz wojenny – pochowano tam pod identycznymi białymi krzyżami kilkanaście tysięcy Francuzów. Na wielu tabliczkach jest tylko napis: soldat inconnu – żołnierz nieznany.

Ossuarium powstało w latach 30., doszło też w tamtym czasie pod Verdun do pierwszego spotkania weteranów armii niemieckiej i francuskiej. Przypadło ono na najgorszy z możliwych momentów – kolejna wojna wisiała już w powietrzu. Za to parę lat po II wojnie światowej – już na "wznoszącej fali" postępującej integracji europejskiej – na konferencji w Verdun spotkali się historycy i politycy.

Zwieńczeniem niemiecko-francuskiego pojednania stała się msza w intencji poległych, na której spotkali się François Mitterand i kanclerz Helmut Kohl (1984). Uścisnęli sobie dłonie – a rękę jako pierwszy wyciągnął francuski prezydent.
Na zatrutej ziemi

50 lat po bitwie do zakazanej czerwonej strefy pod Verdun zapuścił się francuski fotograf Manuel Litran. To na jego sugestywnych zdjęciach można było pierwszy raz zobaczyć z jednej strony pozostałości bitwy – okopy wypełnione wodą, rdzewiejące hełmy, manierki i karabiny, zwoje drutu kolczastego – z drugiej: to, jak natura z wolna próbuje zabliźniać rany wyrządzone ziemi przez człowieka.

Gdzieniegdzie nie radzi sobie z tym do dziś. Francuska prasa nazywa niektóre okolice Verdun "toksycznym grobem" lub "ekologicznymi bliznami" Wielkiej Wojny.

Na wielu obszarach niemal nic nie może urosnąć – zdolne były przetrwać tylko porosty czy wytrzymałe chwasty w rodzaju kłosówki. Ziemia jest skażona. Sporo terenów leśnych w tamtych okolicach jest ciągle ogrodzonych, a tabliczki z trupimi czaszkami ostrzegają, aby się nie zbliżać.

Koktajl metali ciężkich

Dekadę temu trzech naukowców – dwóch Niemców z Uniwersytetu Jana Gutenberga w Moguncji i Francuz z krajowego urzędu leśnictwa (Office national des forêts) – badało glebę w tamtejszej strefie czerwonej.

Jest zanieczyszczona metalami ciężkimi – głównie ołowiem i arsenem oraz związkami chemicznymi takimi jak np. nadchloran amonu czy piorunian rtęci. Cały ten "koktajl" to oczywiście pozostałości po amunicji i materiałów wybuchowych z czasów wojny – nie tylko tej, która została wystrzelona, ale również tej, którą tylko składowano.

Zanieczyszczenia nie są problemem wydumanym. Nie w Lotaryngii wprawdzie, ale bardziej na północ, w kilkuset gminach regionu Nord-Pas-de-Calais, jeszcze kilka lat temu ogłaszano alarmy związane ze skażeniem wody pitnej nadchloranami. Organizacje ochrony środowiska zauważały, że dotyczy to tych miejsc, w których toczyły się podczas I wojny światowej ciężkie walki.

Niektóre lokalizacje uznawane przez wiele lat za "czyste" trzeba było po badaniach gleby izolować już w XXI wieku – tak jak np. polanę w lesie Spincourt. W tym akurat miejscu gromadzono po wojnie tysiące pocisków artyleryjskich, w tym: chemicznych. "Zneutralizowano" je – czyli raczej: zniszczono bez zważania na glebę i wody gruntowe – pod koniec lat 20. Place à gaz – takiej nazwy się wobec tego miejsca używa i nie trzeba jej tłumaczyć.
Co zostało po 40 milionach pocisków

Miejsca dawnych walk pod Verdun przyciągają turystów. Na wzgórzach widać lepiej lub gorzej zachowane resztki bunkrów i stanowisk artyleryjskich. W lesie łatwo się natknąć na okopy i transzeje. "Nie ma tu prawie ziemi płaskiej, wszystko faluje nieruchomo i cierpliwie zarasta" – pisał kilka lat temu w "Dużym Formacie" pisarz i publicysta Krzysztof Varga.

To, co widać, jest niejaką atrakcją dla turystów. To, czego nie widać, bywa dla nich i dla miejscowych śmiertelnym zagrożeniem.

Mimo prób rozminowania już po wojnie, na niewybuchy można się natknąć do dziś. Obie strony na tym niewielkim skrawku frontu – szerokim na 10, długim na 15–30 km – wystrzeliły nawet 40 milionów pocisków różnego typu. Dokładnej liczby nigdy nie będzie można ustalić; z pewnością ponad 22 mln przypadło na samych Niemców.

"Le Monde" szacował, że nawet 15 proc. z ogólnej liczby to mogły być niewybuchy. Nic dziwnego, że od zawsze znajdowano je tu na masową skalę np. w latach 90., gdy rozbudowywano w Lotaryngii linię TGV. Dziś trafiają na nie głównie rolnicy – co o tyle nie zaskakuje, że kolejne hektary czerwonych stref na północy Francji "przywracano" z biegiem lat właśnie pod uprawy czy pastwiska.

Natknięcie się na skrytą pod warstwą ziemi broń, pocisk czy hełm jest tak powszechne, że ukuto na to nawet nazwę: "stalowe żniwa".
Śmieciarze pola bitwy mówią o dziesięcioleciach

Nie zawsze znalazcy od razu wzywają saperów. W 2007 r. dwóch miejscowych próbowało samodzielnie przewieźć znalezioną minę do rozbrojenia. Zginęli w wybuchu. Tak jak 21-letni kolekcjoner, który samodzielnie przenosił wykopane gdzieś pod Verdun granaty (2010). Szczęście, że do wypadku nie doszło w jego domu, bo potem saperzy zabezpieczyli w nim 2,5 tony różnego typu amunicji z czasów wojny.

Dekadę temu specjaliści szacowali, że na każde 10 km kwadratowych przypada tu ok. 700 niewybuchów – i chodzi tylko o te, które ziemia zdążyła przykryć warstwą grubą na łokieć. Przed dwoma laty odnotowywano w regionie prawie tysiąc zgłoszeń dotyczących niewybuchów i usuwano 40–60 ton ładunków rocznie (dane "Le Monde").

Jeden z saperów – mówiących o sobie: "śmieciarze pola bitwy" – twierdził, że takie "sprzątanie" może potrwać jeszcze dekady. W wielu miejscach byłoby ono zresztą prawie niewykonalne – otwarty teren trzeba by przekopać na metr w głąb, a las wykarczować.
Ślady w kościach, kości bez śladu

Ze wszystkich rejonów zniszczonych Wielką Wojną we Francji okolice Verdun potraktowano nietypowo – niektórych zniszczonych wiosek władze postanowiły nie odbudowywać m.in. ku pamięci. Dziś wśród drzew czy na łąkach można się natknąć na tablicę mówiącą, że w tym miejscu był kiedyś kościół, a w tamtym biegła główna droga.

Pamięć o bitwie po upływie stu lat bywa czasem kultywowana w specyficzny sposób – vide: bazarowe breloczki i magnesy na lodówkę, które sprzedaje się jako pamiątki masowej rzezi w miejscowym muzeum.

"Jeśli nie widziałeś Verdun – nie masz pojęcia, czym jest wojna" – napisał jakiś weteran we wspomnieniach. Dla ludzi żyjących sto lat później jednym z nielicznych i szczątkowych obrazów pozwalających to sobie wyobrazić są właśnie... szczątki – 130 tys. kości wydobytych z ziemi i złożonych w ossuarium.

Jest z nimi trochę tak jak z niewypałami – wiadomo, że ziemia kryje znacznie więcej, ale nie sposób ustalić, o ile więcej. Przez lata wydobyto tylko część, reszta spoczywa głębiej w ziemi i co jakiś czas ktoś gdzieś wykopie czaszkę czy piszczel. To, co zostało po rzeźni Verdun, to nie tylko czerwone strefy i obszar nekropolii w Douaumont – cmentarzysko sięga znacznie dalej.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Bitwa pod Verdun
PostNapisane: piątek, 4 marca 2016, 20:50 
Général en Chef
Avatar użytkownika

Dołączył(a): wtorek, 18 listopada 2008, 20:14
Posty: 5786
Lokalizacja: Kraków
Czytając fragmenty poświęcone skażeniom jakoś nie mogę przestać myśleć o Bałtyku i o tym co tam leży na dnie i rdzewieje.

_________________
"Jakie warunki mam im przedstawić?" "Najgorsze, jakie wymyślisz."
Kondeusz do Puységur (oblężenie Furnes, 1648 r.)

https://www.youtube.com/watch?v=RUmdWdEgHgk


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Bitwa pod Verdun
PostNapisane: sobota, 5 marca 2016, 13:29 
Grossadmiral
Avatar użytkownika

Dołączył(a): czwartek, 22 grudnia 2005, 19:49
Posty: 9611
Lokalizacja: Piastów
Mnie z kolei przypomniała się historia grupy czterech min (łącznie 55 ton materiałów wybuchowych), które w rejonie lasu Ploegsteert we Flandrii, pod pozycjami niemieckimi, zainstalowały brytyjskie kompanie minerskie wiosną 1917 r., w ramach przygotowań do ofensywy 2. Armii. Te cztery (z ogólnej liczby 25), nie zostały odpalone. Później tunele zawaliły się, i nikt już nie pamiętał dokładnej ich lokalizacji. Jeden ładunek wybuchł po 37 latach, w 1955 r. (nie było ofiar), trzy pozostałe nadal gdzieś drzemią pod ziemią.

Więcej w: Krzysztof Marcinek, Passchendaele. Kampania we Flandrii 1917, Inforteditions, Zabrze 2009, rozdział "Wojna minerów" od s. 120.

_________________
Never in the field of human conflict has so much been owed by so many to so few...
Premier Winston Churchill, 20 sierpnia 1940 r.
...and for so little.
Porucznik pilot Michael Appleby, dzienny żołd 14 szylingów i 6 pensów


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 5 ] 

Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group. Color scheme by ColorizeIt!
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL


Informacja o ciasteczkach
Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji świadczonych usług. Jeśli nie akceptujesz tego faktu prosimy o opuszczenie tej strony.