Strategie

Forum historyczno-wargamingowe
Teraz jest piątek, 24 listopada 2017, 05:54

Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 44 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: O rozgrywce w II scenariusz (Ostrołęka 26 maja 1831)
PostNapisane: sobota, 6 lutego 2016, 14:35 
Sous-lieutenant
Avatar użytkownika

Dołączył(a): niedziela, 6 listopada 2011, 11:30
Posty: 469
Lokalizacja: Katowice
Udało nam się parę dni temu rozpocząć rozgrywkę w Ostrołękę 1831, w II scenariusz. Moim przeciwnikiem jest Neurocide, a bacznie, ale niestety niebezstronnie, rozgrywce przygląda się Henryk, mój niedawny przeciwnik w Red Winter, poznający przy okazji zasady Ostrołęki i uczący się z naszej partaniny szlachetnej sztuki dowodzenia wojskiem oraz rzucania 3k6 i 2k6. Gram Rosjanami, Neurocide Polakami, których Henryk duchowo wspiera. Rozgrywka toczy się naszym śląskim, żółwim tempem, zatem poniższa relacja nie będzie może szczegółowa, ale postaram się dodać przy okazji kilka myśli "początkującego" na temat scenariusza, bo to dopiero moja druga weń rozgrywka. Jako że gramy bez pośpiechu i na raty, to możemy sobie pewne rzeczy trochę dokładniej przemyśleć.

Na początku gry Rosjanie mają przeprawione ledwie 4 bataliony grenadierów i dywizjon ułanów. Sytuację początkową widać na pierwszym zdjęciu z relacji z mojej wcześniejszej gry z Raleenem:
Obrazek.

Co etap dostają 3 Punkty Przeprawowe, dzięki którym stopniowo można zwiększać liczbę własnych oddziałów. Mosty na rzece, nieustannie naprawiane przez saperów, są jednak z początku poważnie uszkodzone i w zależności od stopnia uszkodzenia, koszt przeprawy (w Punktach Przeprawowych) jest różny, zawsze wysoki, no chyba że most jest naprawiony - wtedy przeprawa jednego oddziału kosztuje 3 PP niezależnie od rodzaju broni (tj. piechota, kawaleria i artyleria mają wtedy i tylko wtedy ten sam koszt przeprawy). Na wschodnim, wyższym brzegu rzeki, rozstawiana jest nieustannie rosyjska artyleria. Jej rola wydaje się być kluczowa. W obecnej rozgrywce pomogła mi ona właściwie przetrwać koniec i klęskę w okolicy 5-6 etapu, którą już wyraźnie widziałem. Ale o tym za chwilę.

Polacy mają przewagę liczebną, której rozmiar widać na zdjęciach. Ich problemem jest jednak dowodzenie. Specjalne zasady dotyczące aktywacji do ruchu oraz aktywacji do walki bardzo utrudniają jakąkolwiek koordynację ich działań. W skrócie: grający Polakami może atakować jedną dywizją. Z początku do ruchu aktywowana jest wyłącznie 3 DP, ale od 5 etapu ruszać może się również 1 DP (w późniejszych etapach będą aktywowane kolejne duże jednostki). Na poniższym zdjęciu, które przedstawia sytuację po 6 etapach, widać właśnie "zmianę warty" - 3 DP, częściowo rozbita, wycofuje się właśnie na tyłu, a do walki rusza 1 DP. Rosjanie po ledwo co odpartym ataku 3 DP dysponują 4 batalionami piechoty i zamiast ruszać w pościg będą teraz przygotowywali się do odparcia kolejnego szturmu. Szczęśliwie mosty w tym czasie zostały całkowicie naprawione, więc wkrótce na zachodni brzeg rzeki zostanie wprowadzonych więcej jednostek. Zapewne będą to grenadierzy, ale kusi mnie wprowadzenie tam kawalerii, której Polacy na razie nie mogą aktywować choćby do ruchu. Jest jednak tak mało przestrzeni na jej użycie, że jeszcze się będę musiał nad tym dobrze zastanowić...

Obrazek.
Sytuacja po zakończeniu 6 etapu

W ciągu 6 etapów, które dotąd rozegraliśmy, działo się bardzo dużo i niestety prezentowane zdjęcia nie oddają tego w ogóle, bo są one zrobione akurat w momencie pauzy, gdy obie strony zyskują chwilę oddechu i przygotowują się do dalszych działań. Scenariusz stwarza bardzo napiętą sytuację, a punkty zwycięstwa, przydzielane za kontrolę określonych pól dla jednej i drugiej strony, zmuszają do ataku, przede wszystkim Polaków.W czasie zaciętej rozgrywki padały słowa, których sąsiedzi nie powinni słyszeć, ale cóż począć, wojna jest wojna...

W skrócie: rozpoczynając rozgrywkę postanowiłem uformować dużą, dwubatalionową kolumnę z astrachańskiego pułku piechoty, która stanęłaby na drodze dwóm polskim atakującym batalionom z 3 DP (patrz pozycje wyjściowe do tego scenariusza). Pech chciał, że Astrachańcy zostali celnie ostrzelani przez polską artylerię i "na dzień dobry" dostałem D2 połową grenadierów... Okazuje się, że na początku gry taki wynik to od razu zapowiedź katastrofy. Pozostałe dwa bataliony (z pułku Suworowa) musiały więc zmienić plany (chciałem nimi wyjść nieco na lewo i rozwinąć skrzydło, by zyskać przestrzeń) i przyjąć uderzenie zamiast Astrachańców. Bój z Polakami (kolumnami) był krwawy, oddziały traciły szyk - łamiącą się pozycję obronną wspiera w pewnym momencie szarża ułanów, ale dobrze wyszkolona polska piechota przyjmuje czworobok i łatwo rozbija kawalerię - a jej atak był w zasadzie ostatnią nadzieją. Astrachańcy ciągle na przymościu reformowali szyk, gdy przewalili się przez nich najpierw wyparci i mocno zdezorganizowani grenadierzy Suworowa, a potem uciekający w popłochu ułani - ci ostatni runęli przez most, niszcząc go mocno i odbierając mi Punkty Przeprawowe, które miałem nadzieję użyć do wprowadzenia odsieczy... To sprawiło, że cały Astrachański pułk stanął znowu na progu rozbicia i musiałem go cofnąć pod rzekę, na obecną pozycję (oddział na zdjęciu przykryty D1). Polacy (trzeba powiedzieć, że też mocno pomieszani od ostrzału artyleryjskiego) byli już blisko mostu, a ja, nie mogąc wprowadzić odwodu, dysponowałem tylko półrozbitymi batalionami Suworowa. Na szczęście mogłem użyć żetonu bonusowego (które przyznawane są obu stronom co parę etapów) "Dzieci, kłujcie ich", będącego darmową reorganizacją oraz ważnym modyfikatorem w ataku kolumną - i to przeważyło. Polacy zostali nieco cofnięci. Zyskałem czas. Przeprawiłem dwa bataliony grenadierów jekaterynburskiego pułku piechoty z dywizji Berga razem z dowódcą (wbrew zasadom, bo mogłem to zrobić dopiero po przeprawieniu 3 jednostek dywizji, ale ten przepis przeoczyliśmy).

Obrazek.
Pozycje Rosjan po 6 etapie. Pod D1 dwubatalionowa kolumna Astrachańców - zdaje się, że wreszcie zreformuje swój szyk...

Astrachańcy i resztki pułku Suworowa zbierają się pod rzeką - cała nadzieja w grenadierach Berga. Koniec gry jest blisko i Neurocide to widzi. Atakuje gwałtownie grenadierów Berga nowoprzybyłymi batalionami strzelców z 3 DP - mimo możliwości wprowadzenia do walki silniejszej i liczniejszej 1 DP nie chce przerywać natarcia i dawać mi wytchnienia; rzuca wszystko, co pozostało w 3 DP, dość chaotycznie, bo nie było czasu. Nierównie bardziej chaotyczna jest zresztą rosyjska obrona, w niej już wszystko pęka. Po stronie polskiej tym atakiem dowodzi osobiście generał Małachowski. A wspomnę jeszcze, że bój ręczny dzieje się na obszarze 3-5 heksów, jest naprawdę gęsto, ciasno, bo Rosjanami mogę uciekać zwykle tylko przez most, odbierając sobie Punkty Przeprawowe, których bardzo, bardzo potrzebuję - wszystko więc stłoczone, byle tylko nie cofać się dalej... Małachowski ginie w czasie tego szturmu, ale rozbity batalion jekaterynburskiego pułku musi się cofnąć, wpada w ostrzał tyralierów, co wpędza go w panikę -batalion rusza w popłochu przez most. Tracę Punkty Przeprawowe; mało tego, w czasie panicznej ucieczki ginie generał Berg...

Na dwa pozostałe bataliony (resztki Suworowa i drugi batalion jekaterynburskiego pułku), które jeszcze mogą walczyć, zagrywam po raz kolejny "Dzieci, kłujcie ich", żeton, który szczęśliwie ponownie wylosowałem i który ostatnim wysiłkiem pozwala zaatakować ledwo trzymających szyk Polaków. Zagrywam też "Ogień huraganowy", żeton, który ratuje mi grę. Po tym ostrzale i ataku niemal wszystkie bataliony polskie z 3 DP wpadają w ucieczkę. Na zdjęciu widać, jak wygląda ich odwrót - zupełny popłoch. Pozwalam im odejść i cieszę się, że most pozostał nietknięty (w czasie tego boju saperzy naprawili jego ostatnie uszkodzenia). Do ataku rusza właśnie polska 1 DP, a moje oddziały mają teraz po raz pierwszy chwilę oddechu na przygotowanie się. I na tym na razie skończyliśmy rozgrywkę. Prawdopodobnie w przyszłym tygodniu gramy dalej.

Obrazek
Szeregi Polaków po 6 etapach. Rozbita 3 DP, pozbawiona dowódcy, uchodzi na tyły, zastępowana przez 1 DP pod generałem Rybińskim.

Co za gra! Że takie stare byki jak my tak się wczuły to może źle świadczy o naszym zdrowiu, ale scenariusz jest świetny. Te walki na paru heksach kojarzą mi się z Red Winter i walką o hotel oraz żwirownię, hex, który nazywamy dziurą ze żwirem (ważne pole za hotelem i podobnie "strategiczne miejsce" w Red Winter, co skrzyżowanie czy droga na grobli na planszy do Ostrołęki). Wspominam o tej grze dla porównania: kto zna, będzie wiedział, że w tym scenariuszu nie mamy takiego manewru jak w Odwrocie Łubieńskiego, ale paskudny bój na nerwy i mięso armatnie o kilka heksów, w którym jeden popełniony błąd może mieć fatalne konsekwencje.

Odwrót Łubieńskiego to tylko wstęp do gry. Tak to dzisiaj widzę. II scenariusz jest moim zdaniem ciekawszy, szybszy, o wiele bardziej napięty (nie ujmując niczego Odwrotowi). Jest też o tyle lepszy, przynajmniej takie jest moje obecne wrażenie, że od samego początku nieco lepiej widać (choć tylko na oko, bo liczy się tylko punkty za teren), kto wygrywa i dlaczego - w Odwrocie Łubieńskiego o zwycięstwie lub przegranej dowiadujemy się pod koniec, tu natomiast jesteśmy ciśnięci do kontroli heksów co etap i mając podliczane na bieżąco punkty za teren odczuwamy silną presję, by tych punktów nie stracić (abstrahując już od tego, jak ważne są one same w sobie dla oddziałów).

Podsumowując: po 6 etapach Rosjanie mają 10 PZ za teren, a Polacy 9. Dodatkowo po 2 PZ za zabitych dowódców, no i straty. Te są znaczne, zwłaszcza po rosyjskiej stronie. Powiem tylko, że w obronie mostu straciłem cały batalion grenadierów Suworowa (została tylko wydzielona z niego wcześniej tyraliera), drugi batalion stracił 25% stanu. Na zdjęciach widać też straty ułanów (1 PS) i 1 batalionu z Jekaterynburga (3 PS), które wskutek rozbicia w panice uciekały przez mosty. W Ostrołęce zwykle takich strat się nie ponosi, ale tutaj jakoś "tak wyszło", że wyparował mi prawie cały batalion...

Straty Polaków nie są tak duże, ale równie bolesne. Być może zwiększyłbym je strzelając kulami pełnymi, ale póki co artyleria przeważnie używa ostrzału granatami, by mieszać szyki oddziałom. Został mi jeden nieużyty żeton bonusowy - Polacy mają dwa. Ponadto mosty są naprawione, a ja dysponuję 1 Punktem Przeprawowym. I tak zaczniemy 7 etap, ciąg dalszy nastąpi.

_________________
ja to ktoś inny


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: O rozgrywce w II scenariusz (Ostrołęka 1831)
PostNapisane: sobota, 6 lutego 2016, 21:49 
Lieutenant
Avatar użytkownika

Dołączył(a): poniedziałek, 14 lipca 2008, 18:50
Posty: 501
Lokalizacja: Warszawa
Ciekawa opowieść tylko zdjęć za malo.
Daj popatrzeć na Wasze zmagania.
Życzę emocji w kolejnych etapach.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: O rozgrywce w II scenariusz (Ostrołęka 1831)
PostNapisane: sobota, 6 lutego 2016, 22:35 
Colonel Général
Avatar użytkownika

Dołączył(a): czwartek, 22 grudnia 2005, 15:40
Posty: 32662
Lokalizacja: Warszawa
Neurocide z tego co widzę naprawdę szaleńczo atakuje. W stylu Skrzyneckiego! :D
Ale i Rosjanie nie odpuszczali, jak wynika z Twojego opisu. Tak też bywało, chociaż historycznie akurat ich dowództwo potrafiło się w kluczowych momentach opanować.

To co Ci mogę poradzić: korzystaj Rosjanami z odwrotu i zwróć uwagę, że do tego scenariusza jest specjalny przepis, który pozwala robić odwrót o 1 pole krótszy jak jesteś blisko mostów (czyli piechota wystarczy, że się cofnie 1 pole). To ma znaczenie i być może pozwoli Ci przetrwać. Polska 1 DP jest zdecydowanie silniejsza niż 3 DP, do tego ma baterię artylerii lekkiej, tak że może być ciężko jak nie zgromadziłeś odpowiednich sił na przyczółku. Zależy oczywiście jak Polacy będą atakować, jak artyleria rosyjska będzie dobrze strzelać to też może pomóc. Żetonów bonusowych się trochę wyzbyłeś, ale może jeszcze Ci przyjdą akurat w odpowiednim momencie.

Cieszę się, że się Wam podoba. To jest właściwie główna bitwa, decydujące zmagania. "Odwrót Łubieńskiego" z początku miał być tylko wprowadzeniem. Jak na ironię wyszło tak, że stał się wiodącym scenariuszem. Ten jest zupełnie inny. Tam Rosjan są masy, a Polacy nieliczni, a tutaj wychodzi na odwrót. Tylko, że Polacy tak naprawdę mogą atakować częścią sił. I ta rosyjska artyleria za rzeką...

Czekamy na dalsze wieści z pola walki!

_________________
Panie, weźcie kości w rękę i wyobraźcie sobie, że gracie z królem Kastylii, i rzucając je na stół zdajecie wszystko na los bitwy. Jeśli dopisze wam szczęście, zrobicie najlepszy rzut, jaki kiedykolwiek uczynił król na ziemi; a jeśli rzut wam się nie powiedzie, inaczej nie odejdziecie z gry, jak z honorem.

Gil de Osem do króla Portugalii Jana I Dobrego przed bitwą pod Aljubarrotą (14.VIII.1385)


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: O rozgrywce w II scenariusz (Ostrołęka 1831)
PostNapisane: niedziela, 7 lutego 2016, 09:07 
Sous-lieutenant
Avatar użytkownika

Dołączył(a): niedziela, 6 listopada 2011, 11:30
Posty: 469
Lokalizacja: Katowice
Tak, zwróciłem uwagę na ten przepis już od razu po rozgrywce z Tobą, gdy zastanawiałem się, jak tam należy grać. Wiem, że daje możliwość zyskania czasu (czyli PP i nowych jednostek). Chciałem go używać, ale jakoś tak wyszło, (może przez to, że Polacy, a owszem, atakowali jak Skrzynecki przykazał ;)) bitwa była szalona, Polacy parli bez odpoczynku, a ja miałem takie zamieszanie na tyłach - Astrachańcy z D2 schodzący na D1 i ciągle natychmiast wracający na D2, rozproszone niedobitki Suworowa, uciekający przez most ułani - że zanim zrobiłem sobie odpowiednie miejsce do odwrotu i ustawiłem oddziały, by sobie nie przeszkadzały, Polacy byli już o krok od mostu i po prostu musiałem (albo tak mi się tylko przy tych emocjach wydawało?) na nich uderzyć, by nie zniszczyli pracy saperów.

Może mogłem na spokojnie dopuścić Polaków do mostu głównego, a sam trzymałbym jeszcze pontonowy i na spokojnie wprowadzał więcej jednostek? Dobre pytanie. Polacy i tak dostaliby od artylerii takie powitanie, że trudno powiedzieć, czy by to przetrwali. Chyba tutaj do gwałtownej kontry skłoniła mnie perspektywa oddania Polakom zbyt wielu PZ za dojście pod most - ten heks jest dla nich niezmiernie cenny.

Teraz jest ciężko, mam niewiele oddziałów. Trochę zdążę wprowadzić, ale 1 DP wygląda strasznie. Pewnie będę miał okazję korzystać z przepisu o spowolnionym odwrocie, bo na pewno jedno, czego potrzebuję, to czas i więcej PP na przeprawienie kolejnych jednostek, a dopóki mosty są naprawione, trzeba z tego korzystać.

Na szczęście tak jak mój przeciwnik na moją, ja na jego partaninę też mogę liczyć... Zobaczymy, jak zaatakuje - mimo wszystko teren jest tam niełatwy, a zbliżanie się w ogniu rosyjskiej artylerii też nie należy do błahostek. Trzymam więc kciuki za pomoc ze strony Neuro - ona będzie najcenniejsza...

_________________
ja to ktoś inny


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: O rozgrywce w II scenariusz (Ostrołęka 26 maja 1831)
PostNapisane: środa, 10 lutego 2016, 19:12 
Sous-lieutenant
Avatar użytkownika

Dołączył(a): niedziela, 6 listopada 2011, 11:30
Posty: 469
Lokalizacja: Katowice
Złapaliśmy chwilę by wczoraj trochę pograć.

Etap 7 zaczął się od popełnienia przez Rosjan błędu i wydzielenia tyralierów z batalionów i wysunięcia ich przed główną pozycję, by ostrzeliwali podchodzące oddziały polskie. Ponieważ Polacy w większości są dobrze wyszkoleni, znoszą ostrzał zwykle bez paniki, zwłaszcza ostrzał słabych rosyjskich tyralier. Efektywność 9 robi swoje. Tyralierzy poczynili więc niewielkie, a zwykle żadne szkody. W momencie zaś, gdy 1 DP uderzyła - niemal pełnosprawnymi jednostkami - Rosjanie co prawda przyjęli zwartą linię obronną, ale wskutek cofających się tyralierów, których w dodatku w dwóch przypadkach na skutek mojego błędu taktycznego "przyłapano" i wprawiono w ucieczkę, otrzymała ona rysy i słabe punkty zanim zaczęła się właściwa bitwa. Nie powinienem tak nieuważnie z tyralierów korzystać. Lepiej było już w ogóle ich nie wydzielać. Ich samych, z powodu podejścia Polaków bardzo blisko mostów, jeśli byli w stanie ucieczki, musiałem potem jeszcze cofać na wschodni brzeg, dopuszczając do niszczenia przez nich mostów i tracenia kolejnych PP... Nie było wyjścia. Wróćmy do polskiego ataku.

Uderzenie 1 DP odbyło się w dwóch falach. Pierwsze mocno wstrząsnęło szeregami obu stron, ale jednak mocniej odczuli je Rosjanie. Szczęśliwie, miałem już wtedy 7 batalionów, w tym odwód, który okazał się pomocny, bo jeden jedyny całkiem spanikowany batalion natychmiast zastąpiłem świeżym oddziałem, a przy okazji wprowadzałem przez most karabinierów z 3 dywizji grenadierów. Polski atak wyglądał wtedy jeszcze ciągle groźnie, ale nie był już przeprowadzany całością oddziałów i nie wszędzie, a w wybranych punktach, tam gdzie akurat się dało i nie utracono początkowego impetu - co za tym idzie, mogłem reformować część linii, do których już nie podchodzono, a sam dystans Polaków od rosyjskich jednostek w tych spokojniejszych miejscach ułatwiał celowanie artylerii ze wschodniego brzegu i jak na ironię nieatakujący obrywali mocniej. Kolejna sprawa: w tym pierwszym, zdecydowanym szturmie, nie użyto polskiej artylerii (kompanii lekkopieszej złożonej z 12 dział), która w natłoku oddziałów gdzieś tam szukała dopiero przestrzeni na tyłach. W tym czasie natarcie polskie utknęło, a następnie zostało ostrzelane artylerią i całkiem zatrzymane. Polacy jednak nie odpuszczali - w bezpośredniej bliskości Rosjan przerzucili oddziały z drugiej linii 1 DP, pozwalając tym, które dopiero co atakowały, odejść, i natychmiast uderzyli ponownie. W tym drugim ataku było jednak już więcej chaosu. Ponadto sama linia Rosjan przyjęła dobrą pozycję i stała się trudna do nie dość przygotowanego ataku. Odezwały się wtedy polskie działa - od razu pojawił się problem w postaci D2 na batalionie 6 pułku karabinierów, który rzecz jasna wnet uderzyły polskie kolumny... Wykazała się też bateria 1 kompanii pozycyjnej, która ostrzelała kolumnę Astrachańców granatami i podobnie unieruchomiła ich na pewien czas.

Obrazek
Po zakończeniu działań Rosjan w 10 etapie.

Pomimo to rosyjska linia była zbyt silna, by złamał ją ten drugi, mniej skoordynowany atak, przeprowadzony jakby nieco odruchowo na jednostki akurat znajdujące się w zasięgu Polaków z drugiej linii. Silna linia rosyjskich grenadierów ostrzelała podchodzących do drogi Polaków, zza rzeki grzmiała liczna artyleria. Ataki zdołała wykonać tylko część batalionów, które jednak poszły w rozsypkę w starciu z liniami - pozostałe, co widać na zdjęciach, reformują się po ostrzale dział.

Skończyliśmy w połowie 10 etapu - ruch będą mieli Polacy. Po grze przeczytaliśmy sobie komentarz historyczny Raleena do Ostrołęki, uśmiechając się pod nosem, bo sposób działania polskiej armii z tego komentarza co do etapu zgadza się z działaniami Neurocide`a. Dało mu to chyba do myślenia, bo zdaje się, że miał już-już, po niepowodzeniu 1 DP, uruchamiać skrzydło kawaleryjskie... Ale to by oznaczało rozgrywanie bitwy jakby według scenariusza, historycznie.

Mam na drugim brzegu 8 batalionów i jak na razie przestałem się bać o los bitwy - mam wrażenie, że Polakami jest już niezmiernie trudno zagrozić Rosjanom. Artyleria jest wielką pomocą, naprawdę wielką. Mam nadzieję, że Neuro dowiedzie, że da się Polakami coś zrobić w tej sytuacji, bo przyznam, że zaczyna to wyglądać, jak patrzę na Polaków, nieciekawie.

Obrazek
Rosjanie są gotowi do odparcia ataku - widać tylko jeden słaby punkt; poniosły mnie emocje i część linii postąpiła niepotrzebnie naprzód... Na lewym rosyjskim skrzydle, gdzie jest nieco przestrzeni do prowadzenia manewrów, kolumna Astrachańskiego Pułku Piechoty (w D2 - znowu... na szczęście to tylko jeden batalion) ruszyła na rozciągnięty w tyralierze 16 pułk piechoty lekkiej, który ostrzałem obdarował ją tym żetonem, tymczasem na jej prawym skrzydle zagraża linia 4/1 pułku strzelców pieszych (też w D2 po "kontrolnym" artyleryjskim ostrzale granatami zza rzeki).

Mogliśmy grać dłużej, ale ponieważ sytuacja Polaków wymaga świeżego umysłu, odłożyliśmy to do następnego razu. Jeszcze kilka danych: na tę chwilę obaj dysponujemy 3 nieużytymi żetonami bonusowymi. Mam 4 Punkty Przeprawowe, most stały jest naprawiony, ale niestety pontonowy został niemal zerwany (uszkodzenia 4). Jeśli chodzi o Punkty Zwycięstwa: Po 10 etapach Rosjanie mają 18 PZ za teren, 2 PZ za zabitego dowódcę + pewna liczba PZ za zadane straty. Polacy mają 9 PZ za teren i 2 za ubitego Berga, no i straty.

Ciąg dalszy nastąpi.

_________________
ja to ktoś inny


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: O rozgrywce w II scenariusz (Ostrołęka 26 maja 1831)
PostNapisane: czwartek, 11 lutego 2016, 10:56 
Lieutenant
Avatar użytkownika

Dołączył(a): poniedziałek, 14 lipca 2008, 18:50
Posty: 501
Lokalizacja: Warszawa
Zapytam z ciekawości. Ile Rosjanie są w stanie przeprawić jednostek?
Czy w tej bitwie stale się powiększa aż wojska rosyjskiego zaczyna być tyle co polskiego?


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: O rozgrywce w II scenariusz (Ostrołęka 26 maja 1831)
PostNapisane: czwartek, 11 lutego 2016, 11:10 
Sous-lieutenant
Avatar użytkownika

Dołączył(a): niedziela, 6 listopada 2011, 11:30
Posty: 469
Lokalizacja: Katowice
To zależy od Punktów Przeprawowych, których otrzymują w pierwszej połowie gry 3 co rundę - a to daje możliwość przeprawienia 1 jednostki, o ile most jest naprawiony. Liczba Rosjan po mojej stronie byłaby większa, gdybym lepiej manewrował i utrudniał otrzymywanie U - które ucieka oczywiście po mostach za rzekę, niszcząc je i odbierając PP.
Można też wykonywać przemarsz forsowny przez most, zmniejszając liczbę PP o 2, ale niszcząc most.

Podejrzewam, że liczba Rosjan będzie rosła. Taką mam nadzieję. 8 batalionów to mimo wszystko prawie nic, bo przecież oddziały w tej grze dezorganizują się szybko i trzeba mieć odwód, jeśli chce się utrzymać teren i linię (chyba wiesz o tym dobrze, Kristo, biorąc pod uwagę Twoje doświadczenia ze scenariuszem z 1807). Nie daje to oczywiście Rosjanom samo przez się zwycięstwa. Chodzi o kontrolę różnych pól - a cele i punktacja zmienia się w dalszych częściach gry.

Zobaczę, dokąd ten scenariusz nas zawiedzie, bo jak dotąd zagrałem tylko raz z Raleenem wcześniej i zostałem zmieciony w 9 etapów. Teraz wygląda to lepiej, ale Polacy Neurocide`a to nie są Polacy Raleena...

Taka myśl jeszcze ode mnie. Są może osoby, które rozegrały Odwrót Łubieńskiego i na tym skończyły, bo scenariusz tamten może być długi (nie musi, ale może być) i wymagający - sądzą więc, że jeszcze większy jest scenariusz główny. Tymczasem to zupełnie inna gra - dynamiczna, szybka. Odwrót jest raczej po to, by opanować zasady, ale warto się przesiąść na "Bitwę na zachodnim brzegu". Kristo - polecam Ci stronę rosyjską przeciw Raleenowi :)

_________________
ja to ktoś inny


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: O rozgrywce w II scenariusz (Ostrołęka 26 maja 1831)
PostNapisane: czwartek, 11 lutego 2016, 12:13 
Lieutenant
Avatar użytkownika

Dołączył(a): poniedziałek, 14 lipca 2008, 18:50
Posty: 501
Lokalizacja: Warszawa
Miałem właśnie takie wrażenie. Odwrót Łubińskiego jest długi, 20 etapów w tym scenariuszu sprawiało że zabierałem się za niego dość niechętnie. Muszę go rozegrać, wygląda lekko do kombinowania i przyjemnego pogrania.
Dzięki za zachętę.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: O rozgrywce w II scenariusz (Ostrołęka 26 maja 1831)
PostNapisane: czwartek, 11 lutego 2016, 23:18 
Colonel Général
Avatar użytkownika

Dołączył(a): czwartek, 22 grudnia 2005, 15:40
Posty: 32662
Lokalizacja: Warszawa
Powiem szczerze, że jak patrzyłem na wcześniejszą część relacji to wydawało mi się, że chwile Rosjan w tej bitwie są już policzone, ale nieraz wrażenia bywają złudne. Teraz widzę, że opanowali sytuację i jako tako kontrolują bitwę, przynajmniej tak wynika z relacji Cadracha.

Jedną uwagę mam co do zasad: jest możliwość pozostania ucieczek na przyczółku, jeśli zachowana zostanie odległość 4 pól od Rosjan. Zobaczcie na punkt 2.7. To ułatwia Rosjanom reorganizację i o ile Polacy nie stoją bardzo blisko uciekających oddziałów, pozwala je zbierać. Tak, że nie musiałeś tymi tyralierami uciekać przez mosty, ale oczywiście mogłeś (i czasem lepiej uciec).

PS. To był mój post nr 30 000.

_________________
Panie, weźcie kości w rękę i wyobraźcie sobie, że gracie z królem Kastylii, i rzucając je na stół zdajecie wszystko na los bitwy. Jeśli dopisze wam szczęście, zrobicie najlepszy rzut, jaki kiedykolwiek uczynił król na ziemi; a jeśli rzut wam się nie powiedzie, inaczej nie odejdziecie z gry, jak z honorem.

Gil de Osem do króla Portugalii Jana I Dobrego przed bitwą pod Aljubarrotą (14.VIII.1385)


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: O rozgrywce w II scenariusz (Ostrołęka 26 maja 1831)
PostNapisane: piątek, 12 lutego 2016, 09:26 
Sous-lieutenant
Avatar użytkownika

Dołączył(a): niedziela, 6 listopada 2011, 11:30
Posty: 469
Lokalizacja: Katowice
To jest trochę tak, że po wykonaniu swojej fazy ruchu i walki każdy z nas czuje się lepiej. Jak Neuro się ruszy, to pewnie ja będę miał "dołek". Gramy jak wrestlerzy, najpierw jeden obija i trzyma przeciwnika za głowę, a chwilę potem drugi... Ale nabieramy wprawy - choć tu bardziej chodzi o nabranie opanowania i niedziałanie odruchowo, jak to robimy. Obecnie czuję się znacznie pewniej niż kilka etapów temu - nie bez powodu, wystarczy spojrzeć na zdjęcia po 6 etapach.

Jeśli chodzi specjalną zasadę dotyczącą uciekania przez Rosjan, to oczywiście wiemy o niej. Polacy jak dotąd starali się trzymać na tyle blisko brzegu rzeki, że zazwyczaj musiałem uciekać. Inna rzecz, że w przypadku tych tyralier, 3 wpadły w U, a takich jednostek nie można grupować w stos. Postanowiłem więc je z własnej woli wycofywać, żeby nie zabierały miejsca na tyłach. Tak to wygląda z rosyjskiej perspektywy - dbanie o własny "matecznik", jak to kiedyś nazwałeś :)

_________________
ja to ktoś inny


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: O rozgrywce w II scenariusz (Ostrołęka 26 maja 1831)
PostNapisane: niedziela, 21 lutego 2016, 09:54 
Sous-lieutenant
Avatar użytkownika

Dołączył(a): niedziela, 6 listopada 2011, 11:30
Posty: 469
Lokalizacja: Katowice
Część trzecia zapisków musi nosić nazwę "Nieśmiertelna chwała grenadierów Rumiancewa".

Ale od początku. Trzeba zerknąć na ostatnie zdjęcie z poprzedniej notki. To, co uważałem za stabilną pozycję, którą zacząłem umacniać wprowadzając kolejne bataliony grenadierów i karabinierów (w pewnym momencie ich liczba na zachodnim brzegu sięgnęła 10), okazało się być nią tylko z pozoru. Na krawędzi większego ze wzgórz, które trzymali buntownicy i gdzie się szykowali do ataku przez bagnisty smug, podciągnięto 12 dział ich lekkopieszej kompanii. Grad kartaczy i pocisków posypał się na linię naszych dzielnych żołnierzy, opartą o nasyp szosowy. 1 batalion Pułku Syberyjskiego musiał opuścić swoją pozycję zostawiając po sobie lukę. W tym samym czasie na lewym skrzydle pojawiła się liczna wroga kawaleria, która sparaliżowała działania Astrachańskiego Pułku Piechoty - jeden batalion, broniący flanki, formuje czworobok, drugi zaś pozostaje w spalonych budynkach Nowego Miasta, reorganizując szyk. Tym samym gdy całe lewe skrzydło zostało zaszachowane pojawieniem się kawalerii, przez opuszczoną po ostrzale kartaczami pozycję nastąpił atak kolumn wroga, który niebezpiecznie zachwiał naszą obroną i groził przepołowieniem frontu, a wszystko to w ledwo 15 minut, które zaczęły dzielić mnie od dobrego samopoczucia i pewności, że bitwa idzie w dobrym kierunku. Nie do wiary, jak bardzo kartacze potrafią zepsuć człowiekowi humor...

Nie było nad czym się zastanawiać - cofać się nie ma dokąd, a stać w morderczym ogniu kartaczy carski żołnierz, choć odważny i obojętny na śmierć, nie chce; wie, że ginąć lepiej pociągając wroga ze sobą. Podczas gdy pozostały na placu boju drugi batalion Syberyjskich Grenadierów odpierał atak i bronił honoru swego pułku, Pułk Grenadierów Rumiancewa dokonał trudnego manewru - ruszył zdobyć mniejsze wzgórze, skąd można by potem zagrozić polskim działom z boku. W czasie walki dzielni grenadierzy Rumiancewa rozbili dwie wrogie kolumny, z krzykiem zajęli zbocze i poczęli gotować się do dalszego, śmiałego uderzenia i zdobycia armat. Wtedy to jeden z batalionów Rumiancewa poniósł wielkie straty od ostrzału tyralierów i granatów z innych baterii, których działa buntownicy skierowali na krytyczne miejsce; rozbity, począł uciekać w stronę mostu. Mimo to wojsko polskich awanturników pod wrażeniem tego kontrataku na flankę przerwało własne natarcie (które groziło odseparowaniem całego Pułku Astrachańskiego) i skierowało uwagę na pozostały batalion grenadierów Rumiancewa, który wspina się właśnie na wzgórze z armatami, który już atakuje artylerzystów. W szturmie tym pomagają wszystkie nasze działa zza rzeki, które tylko mogą - od ich ostrzału (m.in. parę razy trafiono w jaszcze) powstał taki chaos w szeregach Polaków, że nie zdołali obrócić dział w stronę grenadierów i ostrzelać ich kartaczami. I dobrze, bo na tej walce wiele zawisło - nie byłoby już sił i sposobności, by drugi raz podejść tak blisko pod wrogie armaty. Polacy stracili trzy działa, a szyk artylerzystów bardzo się zmieszał i nie zdołali już wycofać dział; uciekli pozostawiając wielu zabitych. Nasi już dopadali dział. Już nowa siła wstąpiła w szeregi i podjęto atak na całej niemal linii - ponadto na zachodni brzeg przeprawiono też ułanów gwardii, którzy parę godzin wcześniej zostali rozbici w czasie szarży i teraz chcieli się wykazać. Niestety, w ostatniej chwili i sięgając do ostatnich rezerw buntownicy posłali do ataku na grenadierów Rumiancewa 2 Batalion 1 Pułku Strzelców Pieszych prowadzony osobiście przez generała Rybińskiego. Grenadierzy, ostrzeliwani ze wszystkich kierunków i z boku uderzeni wrogimi kolumnami, musieli ustąpić pola, złamali szyk i poczęli uciekać, pozostawiając wielu rannych i zabitych... Ale - niech car się o tym dowie - to dzięki nim groźne natarcie buntowników zostało powstrzymane, obrona przyczółku odtworzona, zachowane połączenie z Astrachańskim Pułkiem Piechoty, a wreszcie: artylerzyści polscy zmuszeni do ucieczki. To ostatnie daje co najmniej 4 etapy spokoju od pozostałych na wzgórzu 9 armat (o ile reorganizacja powiedzie im się w pierwszym rzucie i zechcą wrócić do dział w stanie D2, co jest mało prawdopodobne).

A to nie koniec. W czasie gdy trwał bój na wzgórzu, ułani poczęli szarżować wzdłuż drogi prowadzącej w stronę pozycji zajmowanych wyjściowo przez 3 DP, gdzie także rozstawiono liczną artylerię (razem 16 ciężkich dział). Sukces ułanów okazał się tym większy, że na flance Polacy zostawili tylko tyralierów do osłony, zaś wszystkie te działa skierowali wcześniej w stronę grenadierów Rumiancewa i nie zdołały ostrzelać ułanów. Za nimi idą jako odwód dwa bataliony karabinierów prowadzone osobiście przez generała Nabukowa, które pewnie, jeśli osiągnięte zostanie powodzenie, wkrótce uderzą. Na tym skończyliśmy.

Obrazek
Pole bitwy z perspektywy światoburców i przed ich ruchami w 13 etapie.

Niestety, krótko graliśmy. Większość czasu zamiast na grę zeszła na rozmowy, które toczy się zwykle w czasach pokoju. Może następnym razem się opanujemy i rozegramy więcej. Przerwaliśmy w połowie etapu 13 - ruch będą mieli Polacy.

Mimo udanego kontrataku i zagrożenia kolejnych baterii ze strony ułanów gwardii, sytuacja bohaterskich Rosjan po "boju o działa" jest bardzo napięta. Z pola walki uciekły 3 najsilniejsze bataliony (dwa Rumiancewa i Syberyjski, ponosząc ciężkie straty). Na zachodnim brzegu zostało ich 7, z czego jeden stracił morale (tj. spadło do 2 punktów; nie mam złudzeń, taki oddział posypie się po pierwszym polskim ataku na bagnety). Gdyby Polacy mieli czym kontynuować atak - albo mieli koordynację ataków, byłoby krucho. Na szczęście polska kawaleria ciągle czeka na rozkaz Skrzyneckiego...

Kolejnym problemem Rosjan jest stan mostów - pontonowy całkiem zerwany (6 uszkodzeń), a stały prawie nie do przejścia (3 uszkodzenia). Ponadto, nie mam żadnych Punktów Przeprawowych. A dodam w tym miejscu, że niedawno odkryliśmy przepis, wedle którego uciekające jednostki nie muszą odbierać PP, jeśli dokonują forsownego przejścia przez mosty (czyli je niszczą). Tak też je wycofywałem licząc na zachowanie więcej PP, ale biorąc pod uwagę stan mostów, który po tych ucieczkach nastał, wprowadziłem tylko ułanów i na tym się skończyło.

Punktowo wygląda to tak, że Rosjanie mają łącznie 37, a Polacy 19 PZ, uwzględniając straty (czego nie powinno się robić i podliczać przed zakończeniem gry, ale...).

Rosjanie stracili jak dotąd 22 punkty siły w piechocie i 1,5 w kawalerii. Polacy stracili 13,5 w piechocie i 1,5 w działach, czyli znacznie mniej, ale na korzyść Rosjan dochodzą dodatkowe, bardzo wysokie straty z którymi Polacy zaczynają scenariusz: 18 punktów siły w piechocie (a one także są one wliczane jako PZ dla Rosjan).

Obrazek
Jeszcze zbliżenie. Dowódca 3 Dywizji Grenadierów, Nabukow, maszeruje na czele dwóch batalionów karabinierów na prawym skrzydle, by wesprzeć ułanów (przykryci D1) w drodze na pozbawione asekuracji dwie baterie ciężkiej artylerii rozlokowane na wzgórzach. W centrum widać opuszczone działa kompanii lekkopieszej (artylerzyści z U stoją nieopodal terenu podmokłego). Opuszczonych dział po obu stronach chronią dwie ostatnie pełnosprawne kolumny 1 DP - reszta wojska tej dywizji to już tylko tyralierzy, oddziały z pomieszanym szykiem albo inne, rozrzucone na różnych kierunkach i chwilowo bez wpływu na nadchodzące wydarzenia.

Zapewne w nadchodzącym tygodniu będę mógł napisać o kolejnych wielkich czynach i męstwie carskiej armii.

_________________
ja to ktoś inny


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: O rozgrywce w II scenariusz (Ostrołęka 26 maja 1831)
PostNapisane: niedziela, 21 lutego 2016, 13:19 
Tambour
Avatar użytkownika

Dołączył(a): środa, 17 maja 2006, 09:12
Posty: 7
Lokalizacja: Tychy
W zasadzie dopiero dziś przyszedł mi do głowy plan jak to wszystko połatać. Mam nadzieję, że wyjdzie. Ten scenariusz jest dla mnie nie lada wyzwaniem, ale też wielką przyjemnością. Jako bardzo niedoświadczony gracz, rzec by można niedzielny, "znający" trzy systemy na krzyż (z czego jednym jest B35 - więc to tak i tak jakbym niczego nie znał), popełniam błędy nowicjusza, jednak jak się zdaje jestem dobrym "symulatorem" gen. Skrzyneckiego (co raczej świadczy o mnie dobrze, a źle o generale). Z drugiej strony dane mi będzie rozegrać Ostrołękę jeszcze nie raz, i kto wie, czy gdyby Skrzynecki był w takiej samej sytuacji po raz drugi zdecydowałby się na tę samą żałosną taktykę, która jest mi - teraz to widzę, sporym utrudnieniem i kolcem w zadku, a nawet solidnym różanym pędem.

Jestem graczem impulsywnym, który nad liczby stawia rysunki na żetonach, a wyobraźnia włącza mi się dopiero gdy wyobrażam sobie pole walki, wprowadzając w życie wyniki rzutów już po rozstrzygnięciu starcia. Gdyby nie konstrukcja scenariusza i zawór w postaci mostu, który ogranicza napływ Rosjan, Cadrach śmigałby już dawno kawalerią za moimi plecami, a jego piechurzy rusyfikowaliby łona napotkanych Polek.

Jeśli mój talent dowódczy, przyprawia was o dobry humor, jeśli bitwa w moim wykonaniu przypomina dobry sitcom, to mój cel został osiągnięty i odniosę druzgocące moralne zwycięstwo nad Cadrachem, ozdobione tradycyjną daniną z krwi i żetonów.

_________________
Był po prostu dowódczym antytalentem. Brakowało mu elementarnego wojskowego wykształcenia, inteligencji, orientacji, samokrytycyzmu, odwagi podejmowania decyzji, zaufania do współpracowników.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: O rozgrywce w II scenariusz (Ostrołęka 26 maja 1831)
PostNapisane: poniedziałek, 22 lutego 2016, 10:52 
Sous-lieutenant
Avatar użytkownika

Dołączył(a): niedziela, 6 listopada 2011, 11:30
Posty: 469
Lokalizacja: Katowice
Myślę, że obaj tutaj możemy występować tylko jako żółtodzioby. Jeśli chodzi o sposób gry, to też mamy podobny i pewnie dlatego dobrze się gra. Z drugiej strony zastanawiam się, na ile to powszechne odczucie: w Ostrołęce prawie niczego się nie liczy (albo przynajmniej nie trzeba liczyć). Nie wiem czy zauważyłeś, ale w ogóle nie szacujemy sił swoich i przeciwnika przed atakiem itd. Nikt z nas niczego nie liczy. Od początku gry nawet raz się tym nie zajęliśmy. Wiadomo - kolumna atakuje, linia strzela, czworobok się broni - poznajemy po szyku. Jedyne chwile wahania są przy ostrzale armatnim i sprowadzają się do pytania: kule pełne czy granaty. Wtedy coś tam obliczamy.

_________________
ja to ktoś inny


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: O rozgrywce w II scenariusz (Ostrołęka 26 maja 1831)
PostNapisane: poniedziałek, 22 lutego 2016, 11:08 
Tambour
Avatar użytkownika

Dołączył(a): środa, 17 maja 2006, 09:12
Posty: 7
Lokalizacja: Tychy
Zdecydowanie, cała komunikacja typu "meta-gaming" ogranicza się do sprawdzania i szybkiej analizy kul pełnych i granatów versus formacja i efekt, który chcemy uzyskać, myślę że to jedyne takie miejsce, w którym brutalnie zaglądamy pod spódnicę gry. Sądzę, że niebawem i z tego uda się zrezygnować - jak tylko dotrze do mnie, to co oczywiste.

_________________
Był po prostu dowódczym antytalentem. Brakowało mu elementarnego wojskowego wykształcenia, inteligencji, orientacji, samokrytycyzmu, odwagi podejmowania decyzji, zaufania do współpracowników.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: O rozgrywce w II scenariusz (Ostrołęka 26 maja 1831)
PostNapisane: wtorek, 23 lutego 2016, 16:44 
Adjoint
Avatar użytkownika

Dołączył(a): poniedziałek, 1 czerwca 2009, 22:37
Posty: 775
Lokalizacja: Bełchatów/Warszawa
Neurocide napisał(a):
W zasadzie dopiero dziś przyszedł mi do głowy plan jak to wszystko połatać. Mam nadzieję, że wyjdzie. Ten scenariusz jest dla mnie nie lada wyzwaniem, ale też wielką przyjemnością. Jako bardzo niedoświadczony gracz, rzec by można niedzielny, "znający" trzy systemy na krzyż (z czego jednym jest B35 - więc to tak i tak jakbym niczego nie znał), popełniam błędy nowicjusza, jednak jak się zdaje jestem dobrym "symulatorem" gen. Skrzyneckiego (co raczej świadczy o mnie dobrze, a źle o generale). Z drugiej strony dane mi będzie rozegrać Ostrołękę jeszcze nie raz, i kto wie, czy gdyby Skrzynecki był w takiej samej sytuacji po raz drugi zdecydowałby się na tę samą żałosną taktykę, która jest mi - teraz to widzę, sporym utrudnieniem i kolcem w zadku, a nawet solidnym różanym pędem.

Jestem graczem impulsywnym, który nad liczby stawia rysunki na żetonach, a wyobraźnia włącza mi się dopiero gdy wyobrażam sobie pole walki, wprowadzając w życie wyniki rzutów już po rozstrzygnięciu starcia. Gdyby nie konstrukcja scenariusza i zawór w postaci mostu, który ogranicza napływ Rosjan, Cadrach śmigałby już dawno kawalerią za moimi plecami, a jego piechurzy rusyfikowaliby łona napotkanych Polek.

Jeśli mój talent dowódczy, przyprawia was o dobry humor, jeśli bitwa w moim wykonaniu przypomina dobry sitcom, to mój cel został osiągnięty i odniosę druzgocące moralne zwycięstwo nad Cadrachem, ozdobione tradycyjną daniną z krwi i żetonów.

Bardzo ciekawa partyjka Panowie! I raczej nie wydaje mi się, że Wasza rozgrywka przypomina sitcom. Powiedziałbym, że Twoje problemy Neurocydzie są typowe dla każdego dowodzącego Polakami w tym scenariuszu. Artyleria rosyjska trzyma Polaków w bezpiecznej odległości od przyczółka, brak im nie tylko koordynacji pomiędzy kilkoma zgrupowaniami, ale też nierzadko nie mają oni możliwości wprowadzenia do walki całej dywizji i atakują pojedynczymi batalionami z uwagi na to, że podejścia pod przyczółek poprzedzielane są trudnym terenem, na którym ciężko manewrować całymi dywizjami. Wydaje mi się, że kluczem do sukcesu może się okazać wykorzystanie możliwości przechodzenia całymi batalionami Polaków w tyraliery (w ten sposób można nękać Rosjan ogniem i nie pozwalać im się efektywnie zbierać na przyczółku). Ponadto trzeba rozważyć ukształtowanie terenu w powiązaniu z rozmieszczeniem artylerii rosyjskiej-może uda się wypatrzeć kanał do ataku bezpieczny od morderczego ognia dział. Widziałem już kilka rozgrywek w ten scenariusz - raz było tak, że Rosjanie dziesiątkowali atakujące polskie zgrupowania, które nie potrafiły wyprowadzić skutecznego ataku na przyczółek, innym razem Rosjanie byli wgniatani w przyczółek atakiem kolumn lub kawalerii, a ostatnio z kolei widziałem jak zostali właściwie rozstrzelani bardzo skutecznie tyralierami i gra skończyła się dla nich po ok. 7 etapach.

Dwa dni temu grałem w ten scenariusz z Kristo i moi Polacy radzili sobie tak średnio, dopóty, dopóki nie przypomniałem sobie o możliwości przekwalifikowania artylerii konnej na pieszą i poruszenia jej w fazie ruchu piechoty - umożliwiło mi to przeprowadzenie szarży art. lekkokonnej i ostrzelanie Rosjan kartaczami, co spowodowało załamanie ich linii - potem było tylko lepiej dla Polaków - pudłująca art.rosyjska nie była w stanie zagrozić atakowi 1 DP i rozgrywkę zakończyliśmy bodajże w 11 etapie (zakrawało to już na prawdziwą złośliwość losu - 2 niegroźne trafienia na 28 ostrzałów+dwukrotne zagranie żetonów zrywających się mostów). Generalnie Rosjanie są bardziej narażeni w tym scenariuszu na krytyczne rzuty i popełnione błędy lub niewykorzystane szanse mszczą się na nich bardziej z uwagi na szczupłość sił na przyczółku i kłopoty w przerzucie nowych.

A na zakończenie uwaga na temat linii - do niedawna nie doceniałem ich siły, ale po partyjce z Kristo przekonuję się do nich coraz bardziej - nie ma to jak doprowadzić przeciwnika jeszcze przed walką do D1, a nawet D2.

P.S. Zgadzam się z Waszą opinią, że w "Ostrołęce" gracze raczej nie dokonują przed walka kalkulacji sił tak jak ma to miejsce w innych systemach. Po prostu wydajemy rozkaz ataku batalionom i dopiero potem martwimy się jak będą wyglądały modyfikatory dla tego ataku.


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 44 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3  Następna strona

Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 2 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group. Color scheme by ColorizeIt!
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL


Informacja o ciasteczkach
Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji świadczonych usług. Jeśli nie akceptujesz tego faktu prosimy o opuszczenie tej strony.