Strategie

Forum historyczno-wargamingowe
Teraz jest poniedziałek, 18 grudnia 2017, 01:28

Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 44 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: O rozgrywce w II scenariusz (Ostrołęka 26 maja 1831)
PostNapisane: wtorek, 23 lutego 2016, 17:39 
Sous-lieutenant

Dołączył(a): poniedziałek, 7 sierpnia 2006, 17:38
Posty: 382
Lokalizacja: Dolnośląskie
Panowie, jak się czyta to co piszecie, że nie trzeba nic liczyć, dokonywać kalkulacji, że, wydaje się rozkaz batalionowi i koniec, wyższość linii nad kolumną to aż serce rośnie. Super. Pora samemu wyciągnąć planszę. ;)


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: O rozgrywce w II scenariusz (Ostrołęka 26 maja 1831)
PostNapisane: wtorek, 23 lutego 2016, 20:50 
Lieutenant
Avatar użytkownika

Dołączył(a): poniedziałek, 14 lipca 2008, 18:50
Posty: 503
Lokalizacja: Warszawa
Cadrach mam dwie przegrane partie w ten scenariusz.
Potwierdzam, że to zupełnie inny scenariusz. Prawdziwa bitwa.
Zaskoczyło mnie tempo i dynamika. Grając Rosjanami nie zdołałem doprowadzić do walk na dużą skalę. Samo podtrzymanie walki okazało się bardzo trudne, nie mówiąc o rozszerzeniu bitwy.
Sytuacja Rosjan jest bardzo ciężka. Prawdziwe wyzwanie.
Jeśli Wasza partia trwa 13 etapów to śmiało mogę pogratulować stronie rosyjskiej.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: O rozgrywce w II scenariusz (Ostrołęka 26 maja 1831)
PostNapisane: środa, 24 lutego 2016, 09:31 
Sous-lieutenant
Avatar użytkownika

Dołączył(a): niedziela, 6 listopada 2011, 11:30
Posty: 469
Lokalizacja: Katowice
Dzięki za dobre słowa.

Kilka luźnych myśli: linia jest mocna, ale śmiertelną kombinację stanowi z kolumną atakującą obok. Zwłaszcza, gdy strzelcy są dobrze szkoleni (czyli w naszych scenariuszach większość Polaków). Nawet osłabienie szyku przeciwnika o jeden poziom przy równej walce daje niemal pewną przewagę w następnym etapie (po wyrównanej walce wręcz zwykle szyki spadają o 1 poziom, więc ostrzelany oddział będzie już w D2, czyli kaplica). Wystarczy więc odrobina cierpliwości.

Liczenie przed walką - być może to tylko nasze wrażenie i są osoby, które będą chciały i lubią dokładniej wszytko liczyć, będą to robić. Sam znam i grywam z jedną taką osobą i w niczym to oczywiście ani jej, ani grze nie ujmuje. Natomiast sądzę, że kluczowy jest tutaj wpływ modyfikatorów. To są z reguły "duże sumy". Kolumna +50% w ataku. To jest tak dużo, że wystarczy rzut oka, by wiedzieć, czy będzie 1.5:1, czy szansa na więcej. Atak z boku - 1/2 siły. Podobnie oddział w D2, też 1/2 siły. Kolejna sprawa to zaokrąglanie do najbliższej wartości, a nie "na korzyść obrońcy", jak to czasem jest w innych grach. W ten sposób często na oko można od razu ocenić, jaka jest szansa powodzenia ataku i czy czasem nie braknie nam 1 punktu siły, który przeważy "na korzyść obrońcy". To tak może nawet niezamierzony efekt dodatkowy sposobu przeliczania siły, jaki Raleen przyjął. Ale pewnie ci, co lubią liczyć, będą to robić, tak że jakiegoś magicznego remedium w tej grze (ani w żadnej innej), Czarku, nie znajdziesz :)

Co do mojej sytuacji: lekko nie jest, ale nabieram wprawy i pewnie dlatego jeszcze żyję. Zobaczymy, jak pójdzie dalej. Ja generalnie organizuję obronę znacznie bliżej artylerii, niż w Waszych partiach to robiłeś, Kristo (oceniam ze zdjęć w osobnym wątku). Ale to po lekcji Raleena w Krakowie. Trzymam się (może nieco ryzykownie) krawędzi i prowokuję buntowników do włażenia pod lufy - przynajmniej do czasu, gdy nie zbiorę dość sił, by sam porządnie uderzyć.

_________________
ja to ktoś inny


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: O rozgrywce w II scenariusz (Ostrołęka 26 maja 1831)
PostNapisane: czwartek, 25 lutego 2016, 13:43 
Colonel Général
Avatar użytkownika

Dołączył(a): czwartek, 22 grudnia 2005, 15:40
Posty: 32737
Lokalizacja: Warszawa
Uff, przytłoczony do niedawna sprawami związanymi z konwentem "Strategos" dopiero teraz doczytuję ostatni odcinek Waszej relacji. Jak czytam Cadracha to jak bym czytał Puzyrewskiego, rozprawiającego o heroizmie carskich żołnierzy. Kapitalne! :)
Rozgrywka wygląda na dramatyczną i wyrównaną, jak bitwa pod Ostrołęką. Z dowodzeniem to trochę się starałem, żeby to tak chaotycznie wyglądało jak w rzeczywistości, ale z czasem można nieco usprawnić ugrupowanie własnych wojsk i próbować osiągnąć lepsze efekty.

Póki co milknę by nie psuć Waszej znakomitej relacji. Niedługo się widzimy w Katowicach, to i będzie okazja porozmawiać (nie wiem czy będziesz Neurocide, ale z Cadrachem na pewno się zobaczę).

_________________
Panie, weźcie kości w rękę i wyobraźcie sobie, że gracie z królem Kastylii, i rzucając je na stół zdajecie wszystko na los bitwy. Jeśli dopisze wam szczęście, zrobicie najlepszy rzut, jaki kiedykolwiek uczynił król na ziemi; a jeśli rzut wam się nie powiedzie, inaczej nie odejdziecie z gry, jak z honorem.

Gil de Osem do króla Portugalii Jana I Dobrego przed bitwą pod Aljubarrotą (14.VIII.1385)


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: O rozgrywce w II scenariusz (Ostrołęka 26 maja 1831)
PostNapisane: niedziela, 28 lutego 2016, 12:42 
Tambour
Avatar użytkownika

Dołączył(a): środa, 17 maja 2006, 09:12
Posty: 7
Lokalizacja: Tychy
Spoiler Alert:
Zagraliśmy tylko jeden cały etap. Walcząca akurat dywizja oraz Rybiński są już na skraju wyczerpania, utrata baterii artylerii doskwiera bardzo. Morale idzie w rozsypkę. Jest trudno. Nie udało mi się wymienić przemęczonych sił, kawaleria, która podeszła bardziej działa jak straszak, bo użyć jej nie mogę. Ot co najwyżej sprowokuję czworobok, aby walnąć w niego kolumną piechoty. Nie mniej nawet taka rola jest ważna.

Ta rozgrywka przypomina pojedynek zmęczonych bokserów, z których każdy otrzymawszy solidne ciosy, zapędzony w narożnik ostatkiem sił, resztką woli uderza i... zmienia sytuację. I nagle zaskoczony przeciwnik ulega pod gradem ciosów, wycofuje się do swojego narożnika, przyjmuje cięgi, aby... zmobilizować resztkę woli i ostatek sił... no piękne.

_________________
Był po prostu dowódczym antytalentem. Brakowało mu elementarnego wojskowego wykształcenia, inteligencji, orientacji, samokrytycyzmu, odwagi podejmowania decyzji, zaufania do współpracowników.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: O rozgrywce w II scenariusz (Ostrołęka 26 maja 1831)
PostNapisane: niedziela, 28 lutego 2016, 21:00 
Sous-lieutenant
Avatar użytkownika

Dołączył(a): niedziela, 6 listopada 2011, 11:30
Posty: 469
Lokalizacja: Katowice
W miniony tydzień rozegraliśmy tylko jeden etap, więc siłą rzeczy relacja zwalnia. No nic, przejdźmy do szczegółu; można będzie przez moment przyjrzeć się paru pojedynczym ciosom, widzieć, podobnie jak na starych, dobrych filmach z Rocky`m Balboą, jak pięść uderza w głowę, jak na twarzy faluje skóra po uderzeniu, a krople potu i śliny odrywają się od twarzy i powoli wirują w powietrzu... Tyle że tym razem oglądacie walkę dwóch bokserów w wieku, w którym zwykle kończą kariery...

Odcinek nosi tytuł "Śmierć zagląda w oczy generała Rybińskiego".

Obrazek
Połowa 14 etapu, przed ruchami wojsk zdrajców, dla których złożone słowo przysięgi i posłuszeństwa wobec cara nic nie znaczy.

Co się wydarzyło w czasie tego kwadransa rozciągniętego na tydzień? Na nasze wojska buntownicy przeprowadzili trzy gwałtowne ataki, wśród których żaden nie był jakoś mocno powiązany z drugim (może tylko łączy je niewielka od siebie odległość) i każdy był sam sobie planetą, dlatego można je omówić po kolei i z osobna.

1. Na prawym skrzydle szarżowali ułani gwardii. Byli już blisko wrogiej artylerii, która, po skierowaniu godzinę wcześniej dział na grenadierów Rumiancewa, nie zdołała ich z powrotem odwrócić w stronę naszych ułanów. Do asekuracji artylerii wysłano więc pośpiesznie jeden z dywizjonów 4 Pułku Strzelców Konnych. Nie mając wyjścia i nie chcąc czekać, aż ciężka artyleria (16 dział) zdoła włączyć się do walki, carscy ułani postanowili kontrszarżować nadciągających konnych strzelców. Bitwa była zacięta, ale krótka - nasi, wyraźnie zmęczeni po wcześniejszych szarżach, musieli ustąpić. Obecnie na zdjęciu znajdziecie ich przykrytych żetonem U na moście - po raz już drugi zapewne wkrótce opuszczą pole bitwy. W czasie chaotycznego odwrotu pomieszali jeszcze szyk oddziałowi karabinierów z 6 pułku pod generałem Nabukowem, który w kolumnie podchodził właśnie pod wrogą linię, pośpiesznie formującą się z czworoboku na jej widok. Niestety, karabinierzy nasi również zostali odrzuceni - tym razem niezwykle celnym ostrzałem (są w D2). Był to duży sukces buntowników, trzeba im to oddać, bo gdyby nie udana asekuracja artylerii, gdyby nie rozpaczliwy ostrzał ledwie trzymającego szyk 3 batalionu 1 Pułku Strzelcow Pieszych (on również przykryty jest żetonem D2), całe skrzydło polskie byłoby zwinięte. Tymczasem obie strony wyczerpały w tym miejscu swoje środki i zdaje się, że żadnych działań tu prowadzić na razie nie będą.

2. W centrum na zdezorganizowaną i cienką linię grenadierów Suworowa (tą, co to ma 2 punkty morale - na zdjęciu ma żeton D2) ruszyła kolumna pod generałem Rybińskim. Grenadierzy rozpoczęli udany odwrót wprowadzając polski batalion pod ostrzał armat. Strzelano w nich kulami pełnymi, by zadać jak najwięcej strat w ludziach przeciwnikowi i nie przejmując się tym, że trzyma on szyk. Polacy, mimo wielu poległych od morderczego ostrzału, atakowali dalej, na co cofnęła się też linia grenadierów Pułku Jekaterynsławskiego. Przez chwilę tylko sytuacja wyglądała groźnie, bo wnet na ten batalion 1 Pułku Strzelców Pieszych, który takie szkody już naszym poczynił (m.in. wcześniej złamał dzielnych grenadierów Rumiancewa i ochronił polską baterię przed stratą dział), runęły z dwóch stron kolumny 5 Pułku Karabinierów oraz Pułku Syberyjskiego. W efekcie oddział generała Rybińskiego możecie obecnie podziwiać przykryty U nieopodal własnych dział. Sam generał miał okazję parę razy rzucać na "śmierć od ostrzału", ale póki co kostucha go oszczędziła i pośród żywych jeszcze się znajduje z niedobitkami swego batalionu, który zostawił za sobą licznych rannych i zabitych. W centrum z pewnością sytuacja prezentuje się najlepiej. Buntownicy nie mają czym atakować, dział swoich osłaniają już tylko tyralierami, a dwa nasze silne bataliony grenadierów mają tylko lekko pomieszany szyk i mogą przy pierwszej sposobności być łatwo użyte do dalszej walki. Strzelcy Rybińskiego ponieśli ogromne straty w ludziach i mają morale 3, a są na krawędzi obniżenia go do 2 punktów, zatem nawet jeśli wrócą kiedyś do walki, to już raczej nie będą stanowili poważnego zagrożenia. Wiwat kule pełne! Niech żyje car!

3. Na lewym skrzydle sytuacja nie wygląda tak dobrze. Czworobok Astrachańskiego Pułku Piechoty został zaatakowany przez 1 batalion 2 Pułku Piechoty Lekkiej. Próbowano przyjąć atak formując kolumnę, ale nie udało się to i niebawem nasi grenadierzy salwowali się ucieczką na bagna... Nie pomogła nawet artyleria, która ostrzelała buntowników granatami. Może wpłynęła tylko tyle, że ci nie mieli śmiałości podążać za uciekającymi. Niestety wskutek tego ataku sytuacja przedstawia się tak, że cały Pułk Astrachański został odcięty od naszego zgrupowania i gromadzi się przy ruinach osady fabrycznej. Jest to bardzo złe położenie - wystawieni są bowiem nasi dzielni grenadierzy na ostrzał armat i na szarże konne, a na drodze do własnego zgrupowania stoi wroga piechota. Wiemy jednak wszyscy, że dzielny carski żołnierz da sobie radę.

Obrazek
Jeszcze zbliżenie na kluczowy fragment pola bitwy w połowie 14 etapu. Ruch należeć będzie teraz do buntowników. Zagrali właśnie żeton bonusowy "Obawy Dybicza", który sprawia, że przez cały 15 i 16 etap nie będę mógł wprowadzać na zachodni brzeg żadnych jednostek oraz nie będę otrzymywał Punktów Przeprawowych. Jest to jeden z mocniejszych żetonów, którymi dysponują zdrajcy wielkiego Mikołaja I.

Ciąg dalszy nastąpi, gramy dalej za parę dni.

_________________
ja to ktoś inny


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: O rozgrywce w II scenariusz (Ostrołęka 26 maja 1831)
PostNapisane: poniedziałek, 29 lutego 2016, 08:55 
Sous-lieutenant

Dołączył(a): poniedziałek, 7 sierpnia 2006, 17:38
Posty: 382
Lokalizacja: Dolnośląskie
Super rozgrywka. ;) Zdezorganizowana piechota Polaków nie ma jakby czym atakować przyczółku, morale jednostek tam jest teraz obniżone po nieudanym ataku gen. Rybińskiego, może niech skupią się na likwidacji batalionu Astrachańskiego z pomocą kawalerzystów, bo wtedy morale wzrośnie, gdy Rosjanie powiedzą "Pardon!" i kolumna jeńców potoczy się na tyły, a Carscy kanonierzy za Narwią będą łamać z bezsilności wyciory i stemple ... :lol:


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: O rozgrywce w II scenariusz (Ostrołęka 26 maja 1831)
PostNapisane: poniedziałek, 29 lutego 2016, 11:27 
Lieutenant
Avatar użytkownika

Dołączył(a): poniedziałek, 14 lipca 2008, 18:50
Posty: 503
Lokalizacja: Warszawa
Jak na moje oko Polacy mogą wykonać piękny atak, który postawi Rosjan w bardzo trudnej sytuacji.
Praktycznie atak kończący.

Utrzymanie przyczółka jest bardzo trudne.
Ciekawe do którego etapu udało się dotrwać Raleenowi?


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: O rozgrywce w II scenariusz (Ostrołęka 26 maja 1831)
PostNapisane: poniedziałek, 29 lutego 2016, 12:17 
Colonel Général
Avatar użytkownika

Dołączył(a): czwartek, 22 grudnia 2005, 15:40
Posty: 32737
Lokalizacja: Warszawa
Jak grałem z Silverem to prawie do końca wytrwałem.
Rozwaliła mnie dopiero szarża artylerii konnej Bema (na pierwotnych zasadach była trochę bardziej efektowna niż obecnie).

_________________
Panie, weźcie kości w rękę i wyobraźcie sobie, że gracie z królem Kastylii, i rzucając je na stół zdajecie wszystko na los bitwy. Jeśli dopisze wam szczęście, zrobicie najlepszy rzut, jaki kiedykolwiek uczynił król na ziemi; a jeśli rzut wam się nie powiedzie, inaczej nie odejdziecie z gry, jak z honorem.

Gil de Osem do króla Portugalii Jana I Dobrego przed bitwą pod Aljubarrotą (14.VIII.1385)


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: O rozgrywce w II scenariusz (Ostrołęka 26 maja 1831)
PostNapisane: poniedziałek, 29 lutego 2016, 15:55 
Sous-lieutenant
Avatar użytkownika

Dołączył(a): niedziela, 6 listopada 2011, 11:30
Posty: 469
Lokalizacja: Katowice
Jeszcze słowo o Punktach Zwycięstwa, bo źle liczyliśmy. Do końca 13 etapu buntownicy mają za kontrolę terenu 18 PZ, za ubitego Berga 2 PZ i pewną liczbę PZ za zadane Rosjanom straty (etap wcześniej było 8 PZ). Rosjanie natomiast mają za kontrolę terenu 24 PZ, dodatkowe 2 PZ za zabitego generała Małachowskiego z 3 DP oraz straty (ostatnio około 11). Czyli różnica w PZ nie jest tak duża i wychodzi mniej więcej 30 do 40 dla Rosjan. Biorąc pod uwagę to, że Polacy dysponują rozmaitymi żetonami dodającymi pod koniec gry trochę Punktów Zwycięstwa, gra wygląda na wyrównaną, a nawet ze wskazaniem na Polaków.

Zwłaszcza, że do końca tego etapu mogą oni sporo zamieszać i zgarnąć 9 PZ za pole 1417, którego kolumna Nabukowa nie obroni (ta w D2), bo nie może manewrować. Pytanie tylko, czy Jan "Neurocide" Skrzynecki zechce wysłać jedną z tyralier tak głęboko na rosyjskie tyły? Jeśli tak zrobi, to zapewne zaatakuje też kolumnę Nabukowa od frontu i boku. 1 DP ma tam jeszcze jeden oddział, któremu ten atak może powierzyć (przykryty D1). Niemniej jednak karabinierzy Nabukowa są w kolumnie i będą atakowani wówczas przez rzekę, co daje łącznie 3 korzystne dla Moskali przesunięcia (bo jeszcze za Nabukowa). Inna rzecz, że karabinierzy będą pewnie bronili się 1/4 siły. Ale co to dla nich... ;)

Wszyscy chyba widzimy to, co dostrzega Kristo, ale trzeba też wziąć pod uwagę to, że 1 DP atakuje już naprawdę na ostatnim dechu, a przecież na jednorazowym zajęciu przedmościa (pole 1417) gra się nie skończy; będzie to po prostu 9 PZ dla Polaków i 0 dla Rosjan za ten etap. Żeton "Obawy Dybicza" jest dodatkowym problemem, ale na szczęście mam dwie silne kolumny (przykryte D1) z Pułku Syberyjskiego i karabinierów - nie wydzieliły one jeszcze tyralierów, więc być może choć w niewielkim stopniu będą mogły asekurować w trakcie ruchu Polaków flankę zdezorganizowanych karabinierów Nabukowa. Liczę po cichu na rozwagę jenerała Skrzyneckiego i jego marzenia o świętym spokoju...

Tak nawiasem mówiąc teraz widać, jak inaczej by gra wyglądała, gdyby Polacy mogli atakować większą liczbą wojsk i mieli koordynację ataków. Kolumna Nabukowa jest idealnym kąskiem dla kawalerii. Ta jednak, dopóki dowodzi Skrzynecki, żeby mogła zaatakować musiałaby wpierw poczekać, aż 1 DP zostanie wycofana z walki. Ale to z kolei da czas pozbierać się Moskalom i sformować czworoboki. Neurocide będzie musiał podjąć jakąś decyzję. Nie mogę się doczekać, mimo złego położenia morale ciągle mam wysokie, choć ta źle liczona punktacja mnie nieco dobiła. Obecnie wygląda na to, że raczej przewagi punktowej już nie mam i sam muszę zajmować wzgórza, by nadrobić straty w Punktach Zwycięstwa.

_________________
ja to ktoś inny


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: O rozgrywce w II scenariusz (Ostrołęka 26 maja 1831)
PostNapisane: poniedziałek, 29 lutego 2016, 23:43 
Lieutenant
Avatar użytkownika

Dołączył(a): poniedziałek, 14 lipca 2008, 18:50
Posty: 503
Lokalizacja: Warszawa
Czekam niecierpliwie na kolejne etapy.

Najbliższy atak może nie być decydujący. Jednak sytuacja po ruchach polskich może sprawić, że Rosjanie nie zdołają wymknąć się z macek. I w dalszej części nie odzyskają poziomów sprawności bojowej, co doprowadzi do końca przyczółka.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: O rozgrywce w II scenariusz (Ostrołęka 26 maja 1831)
PostNapisane: środa, 2 marca 2016, 00:10 
Tambour
Avatar użytkownika

Dołączył(a): środa, 17 maja 2006, 09:12
Posty: 7
Lokalizacja: Tychy
18 etapów za nami. Gra się jeszcze toczy. Nie udało mi się wyzyskać w pełni Obaw Dybicza. Tyle dobrze, że cały Astrachański pułk jest już prawie dorżnięty. Może łatwiej wam pisać, ale ja się się tych ruskich baterii straszliwie boję. Widzę, co zrobiła jedna moja. A teraz podciągnąłem drugą. Kawalerii używam jako osłony dla piechoty - będą zdjęcia to zobaczycie, bo do niczego innego się teraz przydać nie może. Konina dobrze pochłania ołów. Nie mniej, moje oddziały nie mają już sił. Z każdą chwilą przekonuję się, że chłopów z 7* od regularnego wojska dzieli przepaść - pokładam w nich nadzieje, choć teraz wiem, że tylko Matka Boska od wielkiego dzwonu sprawi, że coś im wyjdzie. Widać dostały mi się albo przechrzty albo inni kosturowcy, bo zmiłowania pańskiego ani litości jeszcze ni razu nie zaznali, a o chwale zdaje się też nic nie wiedzą. A ci ruscy artylerzyści jak nic trafiają w jaszcze. Pękają jedne za drugimi, ledwie podprowadziłem drugą baterię, a tu eksplozje i same flaki wokoło latają. A starczyłoby, żeby mieć ze dwie dywizje za jednym razem, choćby na dwa etapy, to by ruscy miast w czworoboki, w koła graniaste byliby się układali. Psia mać. Niech Cię panie generalne, na strzępy w piekle szarpają, jakeś pan sam swe siły był poszarpał.

_________________
Był po prostu dowódczym antytalentem. Brakowało mu elementarnego wojskowego wykształcenia, inteligencji, orientacji, samokrytycyzmu, odwagi podejmowania decyzji, zaufania do współpracowników.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: O rozgrywce w II scenariusz (Ostrołęka 26 maja 1831)
PostNapisane: środa, 2 marca 2016, 00:17 
Colonel Général
Avatar użytkownika

Dołączył(a): czwartek, 22 grudnia 2005, 15:40
Posty: 32737
Lokalizacja: Warszawa
18 etap to bardzo ładnie. Zbliżacie się powoli do decydujących momentów. Przed tym bywało, że następowała krótka przerwa operacyjna i te etapy koło 20-tego szybciej schodziły, przynajmniej u nas. Powiem, że jak bylem u Cadracha i widziałem planszę na żywo to morale Rosjan też nie było jeszcze niedawno zbyt wysokie, ale chyba wlałem w serce rosyjskiego dowództwa trochę otuchy i widać przyniosło to dobry skutek.

_________________
Panie, weźcie kości w rękę i wyobraźcie sobie, że gracie z królem Kastylii, i rzucając je na stół zdajecie wszystko na los bitwy. Jeśli dopisze wam szczęście, zrobicie najlepszy rzut, jaki kiedykolwiek uczynił król na ziemi; a jeśli rzut wam się nie powiedzie, inaczej nie odejdziecie z gry, jak z honorem.

Gil de Osem do króla Portugalii Jana I Dobrego przed bitwą pod Aljubarrotą (14.VIII.1385)


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: O rozgrywce w II scenariusz (Ostrołęka 26 maja 1831)
PostNapisane: sobota, 5 marca 2016, 20:39 
Sous-lieutenant
Avatar użytkownika

Dołączył(a): niedziela, 6 listopada 2011, 11:30
Posty: 469
Lokalizacja: Katowice
"Karabinierzy umierają, ale się nie poddają"

Zgodnie z przewidywaniami buntownicy ruszyli na oddział karabinierów Nabukowa (ten z D2, na poprzednim zdjęciu stanowiący całe prawe skrzydło rosyjskiej obrony). Atak ten został jeszcze poprzedzony przez wypad tyralierów z Pułku Strzelców Pieszych, ale nie poczynił on większych szkód niezłomnej kolumnie karabinierów i ta szykowała się do boju na bagnety z 3 batalionem 2 Pułku Piechoty Lekkiej, który biegł uderzyć w jej bok, a ponieważ karabinierzy mieli stan szyku D2, nie mogli reagować i zmienić ukierunkowania; czekała ich walka z 1/4 siły - za atak od boku i za D2. Buntownicy widząc, że zwycięstwo jest tak blisko, runęli tam z całą siłą i wolą walki, jaka im jeszcze pozostała. Ten gwałtowny atak przytemperowała co prawda artyleria, której kilkadziesiąt grzmiących dział - z wszystkich akurat dostępnych baterii - równie mocno pomieszało szyk atakującym, ale mimo to przewaga, w morale i przede wszystkim w położeniu, była po ich stronie. Zanim przedstawię efekty tego ataku, wspomnę jeszcze o dwóch rzeczach z nim ściśle powiązanych, które wpłynęły na bieg wypadków i moje dalsze decyzje (polecam zerkać dla przypomnienia na zdjęcia do poprzedniej notki - poniższe dwa punkty staną się jaśniejsze):

1) W tym samym czasie, gdy tyralierzy ostrzeliwali, a następnie kolumna Pułku Piechoty Lekkiej zmierzała na karabinierów Nabukowa i całe prawe skrzydło zawisło od tych wydarzeń, na lewym skrzydle doszło do innego, ważnego wydarzenia. Po rozbiciu niemal zupełnym grenadierów z Astrachańskiego Pułku Piechoty na większe wzgórze w pobliżu ruin Nowego Miasta wjechała bezpiecznie konna bateria artylerii II Korpusu Kawalerii. Buntownicy na to tylko czekali. 8 lekkich dział błyskawicznie rozpoczęło ostrzał kartaczami. W mgnieniu oka rozsypał się świeży batalion Pułku Syberyjskiego, pozostawiając otwarte lewe skrzydło oraz wiele trupów po sobie. W tę lukę, biegnąc po rannych i zabitych, wbiegł w tyralierze (by uniknąć strat od armat) świeży rekrut z 16 Pułku Piechoty Lekkiej. Szczęśliwie innych rezerw poza tym niedoświadczonym żołnierzem buntownicy już nie mieli, bo I/2 Lekkiej Piechoty dobijał ciągle Astrachańców. Krótko mówiąc, skrócone zostało lewe skrzydło i tam także ostatnim oddziałem, który jeszcze ratował linię, był batalion karabinierów (tym razem z 5 Pułku). Zgroza.

2) Wspomniany wypad tyralierski, który poprzedził atak na bagnety na karabinierów Nabukowa (z 6 Pułku), był to błąd taktyczny być może warty całą rozgrywkę. Jan "Neurocide" Skrzynecki skorzystał z ruchu tyraliery zezwalającego na podejście do jednostki, ostrzelanie jej i odejście w tej samej fazie ruchu. Ponieważ ostrzał okazał się nieskuteczny, tyralierzy cofnęli się pozostawiając miejsce kolumnie, by mogła uderzyć od boku. Rzecz polega na tym, że tyralierzy mogli pójść dalej na tyły karabinierów albo nawet zająć heks 1417 (bo nie było tam żadnej strefy kontroli i mogli sobie przechodzić mimo karabinierów). Z tą niewielką jednostką na tyłach sytuacja karabinierów dowodzonych przez generała Nabukowa byłaby o wiele gorsza.

I teraz dochodzimy do rozstrzygnięcia. Nabukow (w którego wojskowe szarawary musiałem chwilowo wejść), widząc, że cudem jakimś na tyłach jest nieco przestrzeni i że tyralierzy wroga odstąpili miast go flankować, i że na lewym skrzydle rozbito właśnie batalion Syberyjskiego Pułku, podejmuje odruchową decyzję - odwrót. Szczerze mówiąc nie wiedziałem, czy robię dobrze, bo odwrót, zwłaszcza w stanie D2, wiąże się z dużym ryzykiem, ale mogłem próbować go wykonać, bo strefa tylna karabinierów nie została zablokowana. Dopiero teraz, gdy piszę te słowa, przeliczam szanse na zwycięstwo: co by było, gdybym zdecydował się bronić i dopuścić do walki na bagnety? Byłaby to z pewnością walka o wszystko - odwrót natomiast odraczał rozstrzygnięcie, dawał czas, ale sam w sobie niczego nie ratował.

Obrazek
18 etap, przed ruchami buntowników. Przypuszczam, że grając nimi chciałoby się zaatakować tę poszarpaną garstkę Moskali, ale nie ma czym...

(Uwaga, poniżej trochę suchych rachunków - kto nie chce zaglądać tak brutalnie w mechanikę gry, niech idzie 2 akapity niżej)

Polacy w ataku zostali potwornie ostrzelani artylerią i wpadli w D2. Siły mieli wyjściowo nieco ponad 10 punktów (prawie 800 ludzi), atakowali w kolumnie, która po morderczym ogniu dział straciła jednak swoje możliwości ofensywne (zwykle daje +50%); ponadto D2 społowiło siłę ich ataku: byłoby więc 5 zamiast wyjściowych 10. Ale tutaj dochodzi przewaga morale buntowników (+75%), czyli kolejne 4 punkty siły. Łącznie więc mieliby 9. Karabinierzy Nabukowa mieli wyjściowo 8, ale zaatakowani z boku i sami w stanie D2 użyliby tylko 2. Zatem 9 na 2 daje 4.5:1 - ponieważ w tabeli walki nie ma kolumny z 4:1, a są tylko 3:1 i 5:1, przesuwamy do najbliższej, czyli 5:1. Na tym stanęłoby wyjściowo. I teraz dopiero doszedłby modyfikator za atak przez rzekę (-1), za kolumnę w obronie (-1) i za dowódcę, Nabukowa (-1) - trzy przesunięcia na korzyść obrońcy. A więc ledwie 1.5:1 dla buntowników. Pozornie byłoby 50% szans na zwycięstwo, bo rozkład jest taki, że od 11 wzwyż na 3k6 wygrywa obrońca, od 10 w dół - atakujący. Ale to tylko pozór i oto wchodzimy w drobne mechanizmy i niuanse, które są w grze poukrywane. Efektywność Polaków wynosi 9, a więc jest o jedno przesunięcie na stan szyku po bitwie lepsza od Rosjan (ci mają 8*). Zatem gdyby wypadło 11, to Polacy pozostaliby jednak na D2, mimo tego, że obrońca teoretycznie wygrywa wówczas bitwę i ich odrzuca. Karabinierzy straciliby natomiast ostatni poziom dezorganizacji i wpadli w ucieczkę (mimo chwilowej wygranej - sami by jednak uciekli). A zatem było nie 50% a 62.5% szans na zwycięstwo Polaków (tak, tak - warto wiedzieć, że aż 12.5% jest warte przesunięcie z 10 na 11 przy rzucie 3k6). Co zrobiłbym z kolejnym U i z brakiem flanki? Nie wiem...

Dowiaduję się o tym teraz, z ciekawości porównując tabelki i tak wnikliwie się temu przyglądając. W grze w sekundę, niczego nie licząc, postawiłem na odwrót - bo mogłem, bo na tyłach Neurocide nie zostawił mi żadnej tyraliery, a jedynym warunkiem odwrotu oddziału w szyku zwartym jest to, że nie może przebiegać przez wrogie strefy kontroli - tych, wskutek błędu przeciwnika, nie było. Policzmy: kolumna ma prędkość szyku 4, oddziały w D2 mają ją obniżoną o 1, ale obie strony były tak samo zdezorganizowane, więc wychodziło na jedno - bo obie strony były w kolumnie. Różnica prędkości szyków wynosi więc 0. Rzucam 3k6. Dochodzą trzy modyfikatory do wyniku: korzystne za Nabukowa (+1) oraz za to, że atakujący oddział musiał przejść przez rzekę (+1), a wreszcie niekorzystny za to, że odwrót wykonywany jest w warunkach, gdy obchodzona jest flanka karabinierów (-2) - więc i tutaj wszystko się zniosło i pozostał zwykły rzut 3k6. Dopiero 8 lub mniej dają odwrót (w tej akurat sytuacji), w czasie którego stan szyku oddziału ulega dalszemu pogorszeniu - co daje na 3k6 około 30% szansy na niepowodzenie. O wiele większe szanse na sukces, niż przy walce na bagnety. Wypadło 10, karabinierzy cofnęli się o dwa heksy, zachowując swój zdezorganizowany szyk. Prawe skrzydło zostało uratowane. W chwilę potem nasza artyleria rozpoczęła kolejny ostrzał polskiej kolumny i rozbiła ją do reszty...

W tym samym czasie na lewym skrzydle naszych karabinierów z 5 pułku próbowali ostrzelać tyralierzy, ale ich niedoświadczenie w tego typu walce okazało się decydujące. Wkrótce karabinierzy wykonują kontratak i rozbijają polski oddział, ratując i tę flankę.

W czasie następnych 3 etapów, które rozegraliśmy, doszło do dalszych prób ataku na niezłomnych karabinierów. Co prawda już nie tak dramatycznych, bo na szczęście zapewniłem sobie w tym czasie na tyłach nieco miejsca i przywołałem do porządku inne oddziały, ale były to za to walki nierównie bardziej krwawe. Krwi i rozerwanych ciał ludzkich dołożyły też polskie ostrzały kartaczami i kulami pełnymi w stojących w pierwszej linii karabinierów, którym, z braku miejsca i z powodu tego, że innych ochotników nie było, przyszło po prostu stać we wrogim ogniu.

Obrazek
Jak widać na zdjęciu, również Astrachański Pułk Piechoty stracił już chwile swojej świetności i obecnie w stanie U (i licząc łącznie chyba 6 punktów siły) przebija się do swoich przez podmokły teren. Niedawno mogłem wreszcie przeprawić kolejne oddziały (wcześniej blokowały to "Obawy Dybicza", a następnie "Zrywające się mosty"). Póki co wprowadziłem do walki 6 dział z artylerii konnej gwardii, która już dała się we znaki przeciwnikowi i ostudziła jego zapał do atakowania na prawym skrzydle (czy te D2 na polskich oddziałach nie wyglądają pięknie?). Obecnie mam 7 Punktów Przeprawowych i dylemat, czy ryzykować wprowadzanie nowych jednostek po zdezorganizowanych, czy próbować zrobić nieco miejsca i wprowadzać je w większym porządku, ale z kolejnym etapem opóźnienia... Morale po stronie carskich wojsk, potwornie wyczerpanych walką, jest, by tak rzec, chwiejne i w coraz większej liczbie oddziałów zaniżone do 2. Szczęśliwie podobnie jest u buntowników. 1 Dywizja Piechoty została aktywowana do walki w okolicy 5-6 etapu, czyli co najmniej od 12 etapów - 3 godzin czasu gry - samotnie walczy o przyczółek z 3 Dywizją Grenadierów; straty są straszne po obu stronach, podobnie jak morale żołnierzy. Niestety, od 20 etapu Jan "Neurocide" Skrzynecki będzie mógł aktywować 5 Dywizję. Wszystkie jej oddziały mają 4 punkty morale, co da +150% do siły w czasie ataku na oddział z morale 2 - czyli, tak czy owak, wygląda to na finisz...

Mimo to ciąg dalszy nastąpi - karabinierzy umierają, ale się nie poddają!

Podpisano: Iwan "Cadrach" Dybicz

Acha: jeśli chodzi o punkty zwycięstwa, jest źle. Polacy mają 42 PZ (wliczając w to 47 straconych przez niezłomne carskie wojsko punktów siły), a Moskale 50 PZ (wliczając 42 punkty siły stracone przez wojska pohańbionych po kres historii przeniewierców).

_________________
ja to ktoś inny


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: O rozgrywce w II scenariusz (Ostrołęka 26 maja 1831)
PostNapisane: sobota, 5 marca 2016, 22:24 
Lieutenant
Avatar użytkownika

Dołączył(a): poniedziałek, 14 lipca 2008, 18:50
Posty: 503
Lokalizacja: Warszawa
Pięknie się wybroniłeś.
Złapałeś oddech, jednostek przybywa wygląda to znacznie lepiej.
Jeszcze 4 etapy i będziesz walczył z dwiema dywizjami. Czasu na świętowanie nie masz za wiele.

Czy nastąpiła zmiana atakującego? Kawaleria jest w strefie 7 pól.

Mam pytanie do Raleena.
Jeżeli do walki została aktywowana inna dywizja to, kiedy wcześniejsza może zostać ponownie wyznaczona do walki?
Czy po spełnieniu warunków wycofania? Czyli 6 pól od przeciwnika bądź 2 od strefy rozstawienia. Czy w następnym etapie? Taka zmyłka, niby się wycofuje jednak wraca i atakuje.


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 44 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3  Następna strona

Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 2 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group. Color scheme by ColorizeIt!
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL


Informacja o ciasteczkach
Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji świadczonych usług. Jeśli nie akceptujesz tego faktu prosimy o opuszczenie tej strony.