Jeszcze pamiętam jak moi przeciwnicy przy Wellingtonie byli ubrani.
Losowaliśmy kto ma kim być i tak się dziwnie złożyło, że Arteusz, grajacy Hiszpanią, był w bluzie koloru identycznego z czerwienią żetonów i pól kontroli Anglii a jego sojusznik Clown był w bluzie koloru bliźniaczo podobnego do żółtych żetonów i pól Hiszpanii.
Chyba zbyt nieśmiało zaproponowałem by się zamienili odzieżą.
Zabawa jak zwykle na Manewrach była przednia. Organizacja wzorowa, dużo starych znajomych i kilka nowych twarzy. na jbardziej zapamietalem ostatnia partyjke - bitwe z Tyranta. My weterani GBoH (ja i RyTo) zostalismy strasznie sklepani przez Anomandera, ktory w kolko powtarzal, ze gra 4 lub 5 raz. Ale najlepszy byl Rysiek, ktory w swietnym humorze i pelen energii prowadzil rozgrywke - obsluga tabelek i podpowiadanie przeciwnikowi, jak to dobrze jest zaatakowac falange z boku Ogolnie bardzo udana impreza i oby takich wiecej.
Dołączył: 29 Maj 2006 Posty: 2445 Skąd: Wawa i okolice
Wysłany: Wto 02 Lut, 2010 10:32
Ja to grałem raczej sporo.
Na początek Dos de Mayo (nazwę piszę z pamieci) w TLK z Clownem, graliśmy dwa razy, za kazdym razem na korzyść Hiszpanów, ale Clown coś tam kantował z przepisami i całkiem mozliwe, że bez tego wygrałby obie gry.
Potem było History of the Roman Empire, bardzo fajna i zabawna rozgrywka. Niestety jakoś do tej gry nie mam szczęścia i tradycyjnie (tj. drugi raz) byłem przedostatni. Potem był bardzo fajny Caucasus, zakończony powodzeniem niemieckiej ofensywy.
Grałem również dwa razy w Sukcesorów, gdzie pierwszą grę przegrałem pechowo na rzecz Leliwy, ale pewnym pocieszeniem był fakt, że ten przegrał bardzo pechowo na rzecz Clowna. W drugiej grze, której nie dokończyliśmy, prowadziłem.
Wellington i regularna klęska. Aczkolwiek jeszcze w drugim etapie wydawało się, że Francja ma dużą szansę na zwycięstwo. Niestety ciąg bodaj trzech przegranych bitew, w których za każdym razem miałem wyraźną przewagę, a które przegrałem tracąc za każdym razem wszystkie siły z wodzami zadecydował. W sumie głupia losowa gra.
Później grałem z Leliwą w Unhappy King Charles, ale jakoś gra nie przekonała nas do siebie. Pewnie dlatego, że słabo znaliśmy przepisy.
Miło za to wspominam rozgrywkę w GBOH, zarówno przez wzgląd na wynik jak i sympatycznych przeciwników.
Ostatniego dnia zagrałem jeszcze dwa razyw Condotierre, z czego pierwszą rozgrywkę wygrałem, a w drugiej minimalnie dałem się wyprzedzić.
Generalnie grałem dużo, przyjemnie i w miłym towarzystwie.
Podziekowania przede wszystkim dla Precla, któremu chciało się organizować imprezę.
_________________ Moje gry
Szlachectwa nie nabiera się przez urodzenie, ale przez czyny.
"Moim obowiązkiem, jako patrioty, nie jest umrzeć za swój kraj, ale sprawić, żeby wróg oddał życie za własny".
Tytułem uzupełnienia - w Dos de Mayo graliśmy w pociągu trzy razy, nie mieszałem przy przepisach, była to tylko szeroka interpretacja
Bardzo fajna rozgrywka w Wellingtona i rzeczywiście mogliśmy się zamienić koszulkami, aczkolwiek było to sprytne posunięcię maskujące. Poza tym chyba Arteusz nie wszedłby w moją koszulkę
Superancko było dziękuję współgraczom i Arteuszowi szczególnie za ogranie mnie w Twilight Struggle ale Anomander jest świadkiem, że pierwsze rozdanie dla Amerykanów było gorsze, niż hymn Polski śpiewany przez Edytę Górniak w Korei
Racławice - must have
EDIT - Saratoga i Kaukaz - pierwsza znana, ale ponownie cała seria potwierdza swój wysoki poziom - wzór do naśladowania. Kaukaz również mnie urzekł od pierwszego wejrzenia.
Podziękowania również dla organizatorów Manewrów - Precel & Co - good work
Bardzo fajna rozgrywka w Wellingtona i rzeczywiście mogliśmy się zamienić koszulkami, aczkolwiek było to sprytne posunięcię maskujące. Poza tym chyba Arteusz nie wszedłby w moją koszulkę
Wszedł, wszedł, tyle tylko że wyglądałbym jak oblężony od 12 miesięcy francuski żołnierz w Madrycie. Czyli nieciekawie dla samego żołnierza, ale ubaw dla innych nieoblężonych.
_________________ Moje gry
Szlachectwa nie nabiera się przez urodzenie, ale przez czyny.
"Moim obowiązkiem, jako patrioty, nie jest umrzeć za swój kraj, ale sprawić, żeby wróg oddał życie za własny".
A bo tam moi Hiszpanie uparli się rzucać 5 i 6. A Silver uparł się, że będzie to drugi Stalingrad i był. Wojska potracił, nie przebił się, a w końcu go okrążyli i musiał uciekać na południe. Silverze następnym razem idź wzdłuż wybrzeża do Lizbony, aby Cię nie korciła ta twierdza.
_________________ Moje gry
Szlachectwa nie nabiera się przez urodzenie, ale przez czyny.
"Moim obowiązkiem, jako patrioty, nie jest umrzeć za swój kraj, ale sprawić, żeby wróg oddał życie za własny".
_________________ Radziecka Kwatera Główna Naczelnego Dowództwa zdecydowała się uprzedzić ofensywę nieprzyjaciela, nie mając o niej najmniejszego pojęcia.
http://jedyna-i-sluszna.blogspot.com/
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum