Moim skromnym zdaniem Anglik niepotrzebnie tak mocno wspierał Austrię. Pierwszą rzeczą jaką ja zawsze robiłem grając Anglią, było zajęcie obszarów morskich, żeby dorzucać sobie dwie dodatkowe karty ("Admiralty rules the Waves"), a potem równomiernie kąsać w Hiszpanii i Włoszech. Anglicy przecież są po to, żeby wygrywać przy tzw. "balance of power"
Co do Prus pełna zgoda - skoro potencjalni koalicjanci ją zlekceważyli, to nic dziwnego, że przeszła do drugiego obozu Tutaj właśnie widać, że granie Prusami jest bardzo ciekawe, bo umiejętny dyplomata może dobrać sobie sojuszników za odpowiednio duże ustępstwa. Chociaż z drugiej strony położenie geograficzne Prus jest tylko niewiele lepsze od położenia Austrii, więc mogą one szybko stać się obiektem mocnej akcji militarnej któregoś z pozostałych mocarstw.
Raz jakoś tak wyszło, że kolega nie wykorzystał Admiralicji i zagrał ją na punkty, w czwartej turze z kolei Hiszpania zagrała kartę blokującą jedną rezerwę wybranej potędze (Intryga pałacowa). Ponieważ Anglik zużył już Parlament, zablokowało mu Admiralicję (bo tam jest tak, że ten wobec kogo jest użyta wybiera - jeśli ma dwie).
Akcja we Włoszech była utrudniona, bo na południu w Neapolu stał Lannes albo Massena z oddziałami i Francuz nie miałby problemu z rozbudową sił. Z kolei Anglika bardzo dużo by kosztowało podpakowywanie się tam, a miał słabe karty i mało. Natomiast w Hiszpanii owszem kolega działał niezbyt efektywnie, do tego co najmniej raz miał pecha. Ale ja też poniosłem tam raz wyraźną klęskę, o czym wiele nie pisałem - zaatakowałem Moora i straciłem całą armię hiszpańską w jednej walce (4 jednostki i wodza).
Co do Prus, być może Prusak ugrałby jeszcze więcej, gdyby poczekał jeszcze jedną turę pozostając neutralny, zbierając wojska i dopiero wtedy włączył się do akcji, jak pozostali byliby już dużo bardziej wykrwawieni. Z perspektywy jak patrzę na tą rozgrywkę, to chyba co najlepsze mógł zrobić.
Może wchodzę w szczegóły ale to może być ważne dla rozgrywki.
Chodzi o kartę narodową Hiszpanii.
Od 2 tury może ją zagrać na wydarzenie dające możliwość ciągnięcia 2 kart, gdy rezultat rzutu kostką będzie wyższy od ilości jednostek wrogich w Hiszpanii, Portugaliii Giblartarze.
Ale czy liczyć do ilości też garnizony tych pól czyli flagi położone przez wrogów Hiszpanii i także angielskich pól w Portugalii i Giblartarze?
Pamiętam że czytałem w instrukcji że takie garnizony to też jednostki (bo przecież nawet trzeba zadać sobie trud i wydawać punkty CP na usuwanie takich lub ustanawianie swoich).
Tez podobnie jest z użyciem karty Rajdu kawaleryjskiego które to wydarzenie każe rzucać kostka za każdą wrogą jednostkę przyległą do jednej z armii sojuszniczych, też w stosunku do flag. W takim razie co z innymi wydarzeniami jak np. Dysynteria?
Ostatnio grałem na 3 osoby (doświadczone) i wziąwszy Francję udało mi się wygrać rzutem na pokój po 2 turze. Tylko po 1 turze nie miałem Napoleona (odkupiłem go drogo płacąc pomiędzy turami) i tylko 5 kart na ręce wobec 4 kart w rękach Anglii, Austrii i Rosji. Na szczęście pozyskałem Danię i Turcję nie tracąc Hiszpanii.
Ja nigdy nie poddaję partii, nawet w takim rozpaczliwym stanie.
Może wchodzę w szczegóły ale to może być ważne dla rozgrywki.
Chodzi o kartę narodową Hiszpanii.
Od 2 tury może ją zagrać na wydarzenie dające możliwość ciągnięcia 2 kart, gdy rezultat rzutu kostką będzie wyższy od ilości jednostek wrogich w Hiszpanii, Portugaliii Giblartarze.
Ale czy liczyć do ilości też garnizony tych pól czyli flagi położone przez wrogów Hiszpanii i także angielskich pól w Portugalii i Giblartarze?
.
Tekst na karcie mówi: "...If you roll greater than the number of enemy Forces in Spain, Lisbon, Oporto a nd Giblartar, draw two cards..."
Gdzie definicja Forces to: "Units, leaders and flags. Squadrons are not Forces". s. 4 Rulebooka
Liczysz jednostki, wodzów i flagi. Jeżeli masz więcej na dwóch kostkach to ciągniesz dwie karty.
_________________ Moje gry
Szlachectwa nie nabiera się przez urodzenie, ale przez czyny.
"Moim obowiązkiem, jako patrioty, nie jest umrzeć za swój kraj, ale sprawić, żeby wróg oddał życie za własny".
Jeszcze tak do poprzedniego posta - w takim razie flagi to też te, które są narysowane w Portugalii i Gibraltarze?
Zapytam o jedną rzecz tak raczej tak proforma, dla jednego niedowiarka, z którym już chyba nie zagram w żadną planszówkę bo nie pierwszy raz mnie wkur...
Stałem armią angielską na jednej z twierdz hiszpańskich. Zagrałem kartę na punkty. Zdecydowałem że zanim ruszę jakąkolwiek jednostką to spróbuję oblężenia. Uzyskałem Overrun bo był w pierwszej rundzie oblężenia rzut 2 szóstek a więc rzuciłem ich więcej niż 1 (bo to była pierwsza runda oblężenia). chciałem ruszyć się tą armią dalej bo był overrun. On zaprotestował bo wg niego można z tego korzystać tylko jak dojdzie się do takiej twierdzy ruchem i spróbuje wtedy oblegać i wtedy można iść dalej jak będzie overrun. Nie mieliśmy czasu by pogrzebać w instrukcji ale nie docierała do niego absurdalność takiego myślenia, że aby skorzystać z overruna np. taka potężna oblegająca armia np. z Napoleonem musiałaby np. odejść z twierdzy i do niej wrócić by skorzystać z możliwości dalszego ruchu po zadaniu strat kończących się overrunem. On uparcie obstawał i na dodatek przekonał współuczestników gry, że overrun związany może być jedynie z wcześniejszym ruchem i zaskoczeniem wroga.
Ja już ustąpiłem bo nie chciałem użerać się ze wszystkimi.
Szkoda że nie wyszukałem dokładnej odpowiedzi na ten problem w czasie rozgrywki ale nie było czasu bo mieliśmy do dyspozycji 7 godzin a rozgrywek było kilka i szkoda było czasu nawet na przegryzienie kanapki.
I tu znów jest coś czego nie cierpię – by kończyć grę przed czasem.
W tej grze jest 5-6 tur a przeważnie jak się z nim gra to koniec następuje już w czasie pierwszej tury lub po jej zakończeniu a najpóźniej po 2 turze. On argumentuje to tym, że nie ma sensu grać bo któraś ze stron nie ma szans.
I tak było i tym razem i rozegraliśmy 3 lub 4 rozgrywki w te 7 godzin. Przez to nie pamiętam już właściwie żadnej z tych rozgrywek (a nawet ile ich było) bo się wszystko zatarło. Gdyby rozgrywać pełną partię byłoby całkiem inaczej i byłoby co wspominać. Ostatnio jak ja prowadziłem Francje to wszyscy mnie spisali na straty (straciłem Napoleona, miałem mało kart na ręku i mało wojsk) a jednak odbiłem się od dna i wygrałem.
Zresztą on, choć lubi tę grę, to jak w bitwach przyjdą rzuty niekorzystne dla niego – narzeka na wielką losowość gry. gdy mówię by spróbował zagrać w Wellingtona lub Kutuzova to nie dociera do niego, że tam wspaniale można takie niekorzystne sytuacje zrekompensować zagraniem kart (jest dużo kart bitewnych i responsów).
Grywałem z nim tylko dlatego bo uwielbiam grę Napoleonic Wars, tak jak i on.
Nie pierwszy raz jak zachodzi jakaś sytuacja niekorzystna dla niego, każe sprawdzać w instrukcji.
Ja jestem zgodnym człowiekiem i idę na kompromisy ale to ponad siły bym tylko ja miał ustępować lub tracić czas na jego przekonywanie.
I by nie było wątpliwości to nie jakiś gracz początkujący i czasem tu na to forum zagląda.
Jeszcze tak do poprzedniego posta - w takim razie flagi to też te, które są narysowane w Portugalii i Gibraltarze?
Definicja flagowania mówi, że pola które na starcie są przypisane do jakiegoś państwa traktuje się w praktyce jakby była tam jego flaga. Więc tak, liczą się.
Silver napisał/a:
Zapytam o jedną rzecz tak raczej tak proforma, dla jednego niedowiarka, z którym już chyba nie zagram w żadną planszówkę bo nie pierwszy raz mnie wkur...
Stałem armią angielską na jednej z twierdz hiszpańskich. Zagrałem kartę na punkty. Zdecydowałem że zanim ruszę jakąkolwiek jednostką to spróbuję oblężenia. Uzyskałem Overrun bo był w pierwszej rundzie oblężenia rzut 2 szóstek a więc rzuciłem ich więcej niż 1 (bo to była pierwsza runda oblężenia). chciałem ruszyć się tą armią dalej bo był overrun. On zaprotestował bo wg niego można z tego korzystać tylko jak dojdzie się do takiej twierdzy ruchem i spróbuje wtedy oblegać i wtedy można iść dalej jak będzie overrun. Nie mieliśmy czasu by pogrzebać w instrukcji ale nie docierała do niego absurdalność takiego myślenia, że aby skorzystać z overruna np. taka potężna oblegająca armia np. z Napoleonem musiałaby np. odejść z twierdzy i do niej wrócić by skorzystać z możliwości dalszego ruchu po zadaniu strat kończących się overrunem. On uparcie obstawał i na dodatek przekonał współuczestników gry, że overrun związany może być jedynie z wcześniejszym ruchem i zaskoczeniem wroga.
Ja już ustąpiłem bo nie chciałem użerać się ze wszystkimi.
punkt 12.2
Oblegać możesz kiedykolwiek w swoim impulsie, a uzyskując Overrun możesz iść dalej.
Kolega się mylił.
Musisz być jak sędzia gotowy przytaczać konkretne przepisy grając z niektórymi, bo inaczej nie przetłumaczysz takim.
_________________ Moje gry
Szlachectwa nie nabiera się przez urodzenie, ale przez czyny.
"Moim obowiązkiem, jako patrioty, nie jest umrzeć za swój kraj, ale sprawić, żeby wróg oddał życie za własny".
Wiesz chyba który to zawodnik z którym grałem.
Już nie pamiętam dokładnie ale możesz go sam zapytać. Chyba to było to że tylko z marszu można zdobyć nagle twierdzę (pewnie zaskoczyć wroga z otwartymi wrotami) a oblężenie rozstrzygane jest wg niego na końcu posunięcia.
Nie, zdecydowanie oblężenie może być rozgrywane w trakcie. Na obronę zawodnika (wiem który) mogę powiedzieć, że kiedyś też mu to tłumaczyłem i występował dokładnie ten sam problem, tak że celowo z pewnością Cię nie oszukiwał tylko po prostu tak to interpretował.
Dlatego najlepiej mieć gotowy przepis pod ręką.
Ogólnie najlepiej wynika z tego wszystkiego, że grając w rozbudowane przepisowo gry należy znać przepisy przynajmniej dobrze (nie mówiąc że niektóre fragmenty na pamięć). Przynajmniej z niektórymi.
_________________ Moje gry
Szlachectwa nie nabiera się przez urodzenie, ale przez czyny.
"Moim obowiązkiem, jako patrioty, nie jest umrzeć za swój kraj, ale sprawić, żeby wróg oddał życie za własny".
Są tacy co narzekają na „cudowne” rzuty w bitwach koszące dokumentnie przeciwnika.
Może w systemie Napoleonic Wars wprowadzić zasadę, że jednostki nie mogą po bitwie zadać przeciwnikowi więcej strat, niż wynosi połowa pierwotnej siły (połowa liczby rzucanych kostek w pierwszej rundzie bitwy), zaokrąglając w górę.
Nie analizowałem głębiej tego, ale może nie wypacza to gry.
Dołączył: 29 Maj 2006 Posty: 2445 Skąd: Wawa i okolice
Wysłany: Pon 08 Lut, 2010 19:02
Raz grałem w Wellingtona. Zostałem kompletnie i dokumentnie wykoszony przez rzuty. Przegrałem trzy bitwy z rzędu, w których miałem przewagę (i to większą niż jednokostkowa). W dodatku przegrałem tak, że noga żywa nie uszła, a po każdym zwycięstwie przeciwnik zgarniał łupy. Niemniej nie przesadzałbym z modyfikacjami. Bo za chwilę należałoby zmodyfikować sprawę łupów (też pech jak cholera), a za chwilę sprawę złych karteczek, z których od razu wyciągnęliśmy wszystkie powodując co turę utratę maksymalnej ilości żołnierzy odwołanych przez Cesarza. Czasem są takie idiotyczne rozgrywki.
p.s.
Ale gra musi być dobra, bo mimo powyższych wydarzeń spodobała mi się.
Ano tak, zdarza się czasem pech okrutny, ale potem nieraz bywa, że szczęście się odwraca i przy dłuższej rozgrywce jednak rachunek prawdopodobieństwa zwycięża. Gorzej jak ktoś się do niego za bardzo przyzwyczai .
Mi też Wellington się podobał, mimo pewnej nierównorzędności stron, o czym pisał też sporo w recenzji gry Arteusz.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum